Łączna liczba wyświetleń

3 grudnia 2012

Rozdział osiemnasty (część pierwsza)

Rozdział wprawdzie nie jest długi, ale podzieliłam go na dwie części. 
Wydaje mi się, że ta druga jest trochę dłuższa. ;-) 
Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodoba. 
Pozdrawiam! ;-) 
                                    *** 

Po co ja jej to w ogóle napisałem? 
Pewnie jest wściekła, ale co innego miałem zrobić.
No nie wiem, Draco.. może tak w ogóle nic jej nie pisać? 
Zignorowałem moje "drugie ja" i położyłem się.
Na sen nie musiałem długo czekać. Już po chwili byłem w pięknej krainie, oddalonej tysiące mil od Hogwartu. 
Kiedy obudziłem się rano, pierwsza myśl padła na Hermione. Znaczy się Granger. Będę musiał złapać ją jutro po eliksirach i przeprosić. To będzie niezręczne, chociaż z drugiej strony śmieszne. Obym nie stchórzył.

-Jak Ci się spało, Dracusiu? -spytał Blaise podczas śniadania.
-Naprawdę się cieszę, że między nami jest ok, ale zamknij się. - powiedziałem. Irytowało mnie to "Dracusiu", ale przyzwyczajałem się. 
-Widzę, że ktoś tu wstał nogą lewą, lewą nogą.. 
-Żebyś wiedział. - westchnąłem.
-O co chodzi?- spytał, gryząc tosta.
-Błagam Cię Blaise, nie mów z ustami pełnymi jedzenia. - zaśmiał się.
-Oj, Draco, Draco, Draco!- on.. śpiewał, i to całkiem głośno. Wszyscy w Wielkiej Sali zaczęli się na nas gapić.
-Dracooooooo! - wyśpiewał operowym głosem. 
-Co ty brałeś? - spytałem.
-Ja? Nic, Dracooo! -zarechotał.
-Ta, jasne akurat Ci uwierzę. 
-Dobra, napiłem się trochę Ognistej, wielkie haaalo! 
Oczy wszystkich ponownie zwróciły się na nas, chociaż wątpię czy w ogóle przestali nas obserwować. Zerknąłem na stół Gryfonów, Granger gapiła się na Zabiniego. Spojrzała na mnie pytająco, w odpowiedzi wzruszyłem tylko ramionami. 
Dopiero po chwili zorientowałem się, że Blaise próbuje wspiąć się na stół. Złapałem go za koszulę i wyprowadziłem z Wielkiej Sali. 
Usłyszałem czyjeś kroki, odwróciłem się.
-Co mu jest? - spytała zaniepokojona Granger.
-Wypił o jakiś litr Ognistej za dużo.
-Pozwoliłeś mu na to? 
-To niby moja wina? - oburzyłem się.
-Nie wiem, nie było mnie z nim!
-Mnie też nie. - warknąłem. 
-Ugh, myślałam, że byłeś. Przepraszam.
-Za dużo myślisz. - powiedziałem. - i ja też przepraszam.
-Co? Za co? - spytała. 
-Za to co powiedziałem Rudzielcowi. Nie wiem po co to zrobiłem.
-Aa, to. Później o tym pogadamy. Zajmijmy się lepiej Blaise'em.
-A, tak, racja.
Zanieśliśmy go do dormitorium i podaliśmy jakiś eliksir na sen. Już po chwili zasnął. 
Usiedliśmy na kanapie. My, czyli ja i Granger. Panowała dość krępująca cisza.
-Em, chyba Ci wybaczam. - zaśmiała się nagle Gryfonka.
-Co?
-No wybaczam Ci. Na pewno nie wziął tego na poważnie. Ty i ja.. to śmieszne. - znowu się zaśmiała. 
-Wiem.. powiedziałem mu to bo chciałem go zdenerwować. 
-I co podziałało? 
-Zrobił się strasznie czerwony, więc chyba tak. - uśmiechnąłem się. Granger zaczęła się śmiać, nie wiedziałem co zrobić, więc dołączyłem do niej. 
-To dziwne. - powiedziała kiedy już się "ogarneliśmy."
-Ale co?- spytałem.
-Ty i ja, śmiejemy się, RAZEM z Rona. 
-W sumie.. - faktycznie to było dość nietypowe. - Jak sobie z tym radzisz? - zapytałem jak jakiś terapeuta. 
-Ale z czym?
-Z tym, że Twój przyjaciel się od Ciebie odwrócił. 
-Nie wiem. A ty jakbyś się czuł gdyby to Blaise odwrócił się od Ciebie? 
-Nie mam zielonego pojęcia. 
-Nie przetrwałbyś nawet tygodnia. - uśmiechnęła się.
-Chyba on beze mnie.
-Może.
-Granger, nie powinnaś już wracać? Co sobie ludzie wymyślą. - powiedziałem kpiąco. 
-Mam to gdzieś, ale skoro mnie wyganiasz. - zrobiła smutną minę.
-Nie wyganiam Cię. Nawet przez chwilę myślałem czy by Ci nie zaproponować Ognistej, ale nie wiem czy Twoja głowa by to wytrzymała.
-Pff, piłam już ją wiele razy. - powiedziała niezbyt przekonująco. 
Uniosłem brwi.
-No dobra, nigdy jej nie piłam, ale zawsze chciałam. - wystawiła język.
-Nie dostaniesz.
-Ponieważ?
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz, Granger? Nie wytrzymasz tego. 
-Wytrzymałam jak mnie całowałeś, to i wytrzymam jak napiję się trochę Whisky. 
-To był cios poniżej pasa. - wykonała triumfujący gest ręką. - Nie ciesz się tak. Ognistej i tak nie będzie.
-Niech Ci będzie.
-Grzeczna Granger. - zaśmiałem się.
Dopiero teraz zauważyłem jak blisko siebie jesteśmy. Chciałem ją pocałować. Nie, nie chciałem! 
A właśnie, że chciałem i to bardzo. Powoli się do niej zbliżałem.. ale w ostatniej chwili się powstrzymałem. Na szczęście.
-Kiedy eliksir przestanie działać? - spytała nagle Her..Granger. 
-Nie wiem, może za jakieś trzy godziny.
-Nie będę przecież tyle tu siedzieć. Pójdę już. 
-Ale wiesz, że nie musisz?- uśmiechnąłem się. 

28 listopada 2012

Rozdział siedemnasty


Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego która jest godzina. Już po czternastej, co oznacza, że z wycieczki nici. A tak bardzo chciałam iść do Hogsmead, ale cóż, mówi się trudno i żyje się dalej. 
Ważne, że Blaise nie gniewa się już ani na mnie, ani na Malfoya. Miło było patrzeć jak podają sobie dłonie i się śmieją. 
W Pokoju Wspólnym było całkiem tłoczno. Większość się na mnie gapiła, dobrze wiedziałam dlaczego. Miałam nadzieję, że Harry, Ginny i Ron nie dowiedzieli się o zajśiu pod Wielką Salą. 
Mimo moich obaw podeszłam do przyjaciół i Rona. 
Harry i Ron zmierzycli mnie od stóp do głów.
-Dla Malfoya się tak wystroiłaś?- spytał złośliwie rudzielec. 
-Ron..- zaczęła Ginny, ale nie dałam jej skończyć.
-Skąd Ci to przyszło do głowy, Ron? - jak on.. ach! Oczywiście nie raczył mi odpowiedzieć. Harry go wyręczył.
-Hermiono, my wiemy, że Ty i Malfoy.. się całowaliście. - właśnie tego się obawiałam. - Słyszeliśmy Twoją rozmowę z Zabinim.
-Słyszeliście wszystko? 
-Tak i Cię rozumiemy, przynajmniej ja i Ginny. - spojrzał na Rona. - Nie wiem jak on.. 
-Hm, nie mam zdania. -powiedział obojętnie Ron. - A nawet mnie to nie obchoooodzi. - ziewnął. 
Auć, to zabolało. 
-Jeśli pozwolicie to ja będę się już zbierał. Jestem umówiony. - i odszedł. 
-Z kim on jest umówiony? - spytałam.
-Jesteś pewna, że chcesz wiedzieć? - spytał Harry.
-Nie odpowiada się pytaniem na pytanie. - powiedziałam. - Mów. 
-Z Silver.
                                           *** 
Szczerze mówiąc myślałem, że Blaise będzie się dłużej gniewać. 
Granger ma chyba jakiś dar przekonywania, chociaż.. znając Blaise'a, pewnie by był zły kilka dni, a potem by mu przeszło. 
Tak czy siak postanowiłem podziękować jakoś Granger. Nie osobiście, to by było poniżej mojej godności. 
Napiszę do niej jakiś krótki list, w najgorszym wypadku dam jakieś kwaitki. Tylko jakie? 
Wiem! Białe róże. Rosną w dalszych zakątkach naszych błoni.
Bez zastanowienia wyszedłem na zewnątrz. Moją uwagę przykuły dwie postacie. Chłopak i dziewczyna.
Zaraz, zaraz.. czy to nie Weasley i Silver? Oni się.. całują. 
Postanowiłem przerwać im tę jakże piękną chwilę.
-Ej, Weasley co tu robisz?
-To co widzisz. - odpowiedziała Silver. 
-Nie Ciebie sie pytam, Stone.
-To co widzisz. - powiedział Weasley. - A ty co tu robisz, Malfoy?
-Idę zdobyć kilka białych róż. - wiedziałem, że zapyta po co i wtedy miałbym świetną odpowiedź. 
-Po jakie licho? - spytała Silver.
-Dla Granger. - uśmiechnąłem się złośliwie. - Muszę jej jakoś podziękować za to wszystko. Poza tym po tej wspaniałej nocy coś się jej należy. - Bum! Trafiłem. Przyglądałem się chwilę jak robi się cały czerwony i odszedłem z satysfakcją. 
Już po chwili byłem na miejscu. Zerwałem dwie najlepsze róże i zawróciłem do zamku. 
-To nie było takie trudne. - powiedziałem.
Jakby napisać ten cholerni list, żeby dało wyczytać się z niego wdzięczność. 
Droga Granger, pierwszy błąd!
Jaka "droga"?! 
Zgniotłem papier, wziąłem drugą kartkę i zacząłem od nowa.
Granger, 
Nie wiem czy wiesz, ale jestem Ci strasznie wdzięczny. Gdyby nie Ty, Blaise pewnie gniewał by się na mnie z tydzień. Dzięki. 
                                                               D.M.
PS. Nie myśl sobie, że to coś znaczy. Chcę żebyś wiedziała i tyle.   
     A i nie gniewaj się na mnie.. nagadałem głupot Weasley'owi. 
                                                                               
Chyba jest dobrze. 
Doczepiłem jakoś róże do listu i wezwałem sowę.
-Zanieś to Hermionie Granger. Wieża Gryffindoru. - i poszybowała.
                                         ***
Usłyszałam jakieś stukanie w szybę. Zobaczyłam ciemną sowę. Podeszłam do okna i otworzyłam. Wyciągnęłam z nóżki sowy zwitek papieru i dwie białe róże. 
Powoli zaczęłam czytać list. Nie był długi. Kiedy skończyłam nie mogłam w to uwierzyć. Powąchałam róże, pachniały pięknie.
Wzięłam pióro i kartkę papieru i zaczęłam pisać odpowiedź. 
To.. miło z Twojej strony. Róże są naprawdę piękne.
Dziękuję.
Jeżeli mogę wiedzieć to jakie konkretnie "głupoty" naopowiadałeś Ronowi? 
                                                                                              H.G.
Przyczepiłam list do nóżki sowy. Otworzyłam okno i sowa wyleciała.
Na odpowiedź nie musiałam czekać długo.
To dobrze, że Ci się podobają.
Co do tych "głupot", to lepiej żebyś nie wiedziała. 
                                                                                        D.M. 

Malfoy, natychmiast masz mi powiedzieć co mu powiedziałeś! Bo inaczej rzucę na Ciebie Avadę!
                                                                                     H.G.
PS. To nie są żarty! ;) 



Akurat była byś do tego zdolna, ale trzeba przyznać, że trochę się boję. 
Jeśli już musisz wiedzieć, to powiedziałem mu, że spędziliśmy razem noc. 
Nie gniewaj się. 
                                                                                      D.M. 
Nie chciałam na to odpisywać.

23 listopada 2012

Rozdział szesnasty

Rozdział taki sobie. 
Oby Wam się spodobał! ^.^ 
Pozdrawiam! 
                                      *** 

Blaise, poczekaj!- zawołałam.
Odwrócił się, miał minę jak jakiś mały szczeniak (który nie dostał jeść z tydzień.)
Nie był to przyjemny widok.
-Możemy o tym pogadać?- spytałam. Brakowało mi tchu, nigdy nie byłam przyzwyczajona do biegania.
Spojrzałam na niego, wyglądał jakby się nad tym zastanawiał. 
-Dobra, ale szybko. - powiedział w końcu.
Milczałam.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nie wiem co mam mu powiedzieć. Zaśmiał się ponuro. 
-Słucham?- powiedział wyraźnie zniecierpliwiony. 
Zastanawiałam się jak poskładać zdania, żeby zabrzmiały one chociaż trochę sensownie. Jednak zanim zdążyłam otworzyć usta, Blaise odwrócił się i odszedł. 
Znowu ruszyłam za nim, tym razem wolniej, ponieważ zauważyłam, że on też się nie śpieszy. 
-Poczekaj!- krzyknęłam. Nie wydawał mi się to głośny krzyk, jednak wszyscy dookoła, łącznie z Blaise'em, spojrzeli na mnie ze zdziwieniem. 
-Chcesz mi coś powiedzieć, to mów! Tylko niech tym razem nie zabraknie Ci języka w buzi. -powiedział szorstko. 
-No bo.. no bo to nie było tak jak Ci się wydaje.. -zaczęłam zestresowana. Dlaczego każdy musiał się tak na mnie gapić.
-A jak było? - spytał wciąż zły.
-Zaczęło się od tego, że siedziałam sobie w bibliotece. Czytałam bardzo ciekawą książkę. Znikąd pojawia się Malfoy i pyta się mnie czy możemy pogadać. Ja mu na to, że nie, że teraz jestem bardzo zajęta, to on zaproponował to spotkanie wieczorem na Wieży Głównej, przystanęłam na tym. Kiedy się już spotkaliśmy, powiedział żebym dała Ci spokój i wykręciła się z wyjścia do Hogsmead. Powiedziałam mu, że nie ma takiej opcji, że ja chcę iść! No i właśnie wtedy mnie.. pocałował. Na koniec jeszcze raz powtórzył, że mam Cię wystawić, no i wtedy sobie poszedł. - zaczerpnęłam trochę powietrza i kontynuowałam  - Przyszłam do Was do Pokoju.. już miałam Ci powiedzieć, że nie chcę iść z Tobą do Hogsmead, ale nie mogłam. Nie chciałam Ci sprawić przykrości. Myślę, że Malfoy to zrobił bo myślał, że chcę zniszczyć waszą przyjaźń, co jest przecież niedorzeczne. - odetchnęłam i czekałam na jego reakcję.
Miał rozdziawione usta. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Chciałam żeby zrozumiał. 
-Ty? Zniszczyć naszą przyjaźń? - spytał. - Niby po co?
-Nie mam pojęcia. - powiedziałam.
-A może on tak naprawdę Cię lubi.. i potraktował ten pocałunek na serio. - powiedział bezbarwnie i wbił wzrok w podłogę. 
Czy go już do reszty pogięło?
-Żartujesz sobie, tak?
-Nie. Np bo w końcu jesteś ładna i w ogóle atrakcyjna  - w tonie jego głosu dało się wyczuć nutkę niepewności, jakby zastanawiał się, czy to co powiedział jest na miejscu. Jednak nie przeszkodziło mi to żeby się zarumienić.
-Przestań. - zaczęłam. - nawet jeśli bym była.. no to co powiedziałeś - uśmiechnął się. - to nie sądzę żeby Malfoy się mną zainteresował. W końcu jestem "szlamą" - wymamrotałam.
-Ale jesteś dziewczynę, nie jest potrzebna żadna czystość krwi żeby to stwierdzić. - powiedział. - A Draco, jak zapewne każdy facet nie mógł się oprzeć pokusie no i Cię pocałował. 
-Nie, Blaise. On miał w tym swój cel! Zresztą czemu się tak tym przejmujesz? - spytałam, że też na to wcześniej nie wpadłam. Lubiłam go, i byłam pewna, że on mnie też. W końcu jesteśmy przyjaciółmi. Tylko przyjaciółmi, nic więcej, CHYBA.
-Raz powiedziałem mu, że Cię lubię i w ogóle.
-Ja też Cię lubię, Blaise. Dobry z Ciebie przyjaciel. - byłam pewna, że w jakimś stopniu go to zabolało. Nie dawał po sobie poznać. - Czyli co już się nie gniewasz?- dodałam.
-Nie. - odpowiedział z półuśmiechem na twarzy.
-To dobrze. -odetchnęłam z ulgą. - A co z Malfoyem?
-A co ma być?
-Na niego się gniewasz? - chciałam wiedzieć.
-Sam nie wiem. - odpowiedział cicho.
-Wybacz mu. 
                                  ***
Głupia, głupia Granger!
Ale to nie była jej wina, tylko i wyłącznie moja. 
To ja skłamałem mówiąc Blaise'owi, że to ona się na mnie rzuciła.
Czemu nie powiedziałem mu prawdy.. znaczy prawie prawdy.
Siedziałem w fotelu, w swoim dormitorium i piłem Ognistą, gdy nagle usłyszałem pukanie. Zerwałem się z fotela i podszedłem do drzwi, kiedy jest otworzyłem zobaczyłem Blaise'a, a za nim.. Granger.
-Co wy tu robicie? - spytałem niby od niechcenia, ale tak naprawdę cieszyłem się i byłem ciekawe czego chcą. 
-Możemy wejść? - spytała Gryfonka zza pleców Blaise'a.
-Um, tak. - kiedy byliśmy już w środku, zapytałem. - O co chodzi?
-No bo Blaise postanowił Ci wybaczyć. - powiedziała Granger, teraz już przodowała.
-Skoro chce mi wybaczyć, to może niech on mówi do cholery, a nie Ty, Granger. - powiedziałem złośliwie. Ona tylko spojrzała na Blaise'a, który pokiwał głową, i wycofała się. 
Milczeliśmy przez chwilę.
-Stary, ja naprawdę Cię przepraszam.. - zacząłem.
-Rozumiem. Hermiona mi wszystko wyjaśniła. - powiedział powoli. - Jestem gotów Ci wybaczyć, Dracusiu.
Spojrzałem na Granger, uśmiechała się szeroko.
Będę musiał się jej kiedyś za to odwdzięczyć.

19 listopada 2012

Rozdział piętnasty

No! Z tego rozdziału to jestem całkiem zadowolona :>
Nie powinno w nim być błędów.. nie to co w poprzednim.
Pozdrawiam!
                                          ***

Tym pocałunkiem miałem ją przekonać żeby wykręciła się jakoś z pójściem z Blaise'em i ze mną do Hogsmead. A ona bezczelnie przychodzi do Naszego pokoju i pyta się o której ma się stawić pod Wielką Salą.
Gdybym wiedział, że tak będzie nigdy w życiu bym jej nie pocałował.
Draco, próbujesz okłamać samego siebie. Starasz się uciec od tego, że tak naprawdę CHCIAŁEŚ tego pocałunku.
Znowu ten cholerny głos w mojej głowie.
-Co ty tam wiesz. - powiedziałem na głos. Po jakie licho?
Mnie nie oszukasz. Wie co czujesz, nienawidzę  kiedy Głos zaczyna wkradać się do mojego mózgu.
-Zamknij się!- wrzasnąłem wreszcie.
Ona i tak się dowie...
-Co? Czego niby miałaby się dowiedzieć?
Ty już dobrze wiesz czego.
Nie odezwałem się.
Głos miał rację. To całe Hogsmead i Blaise miał być tylko pretekst, żeby poczuć smak jej ust. Dlaczego ona nie mogłaby mieć czystej krwi i być w Slytherinie. Wtedy było by dużo łatwiej, ale czy było by tak samo?
Nie miałem ochoty o tym myśleć. Położyłem się na łóżku i w mgnieniu oka zasnąłem.
Ale po 15 minutach obudziłem się, dziwne. Jeszcze niedawno byłem śpiący i zmęczony. No nic.. Postanowiłem iść do Blaise'a.
                                          ***
Czułam się dziwnie.
Po pierwsze:
-Malfoy mnie pocałował, wprawdzie nie był to spontaniczny pocałunek, tylko "specjalny", chciał czegoś, ale to jednak był pocałunek!
Po drugie:
-Chciał żebym wystawiła Blaise'a i wykręciła się z wyjścia do Hogsmead. Rzekomo kradnę mu kumpla. 
A po trzecie i chyba najważniejsze...
-Ten pocałunek mi się podobał..
Chciałabym to powtórzyć. Nie, nie, nie! Wcale nie. 
To nieczuły, arogancki palant, arystokrata.. który świetnie całuje. 
Hermiono, daj spokój, pomyślałam w duchu.
Nie chcąc dłużej o tym myśląc, co chyba nie jest czymś dziwnym, poszłam spać.

Rano obudziły mnie promienie słońca próbujące się wedrzeć przez jasne zasłony. 
Spojrzałam na zegarek, 8:50.
-Świetnie. -powiedziałam sama do siebie. Miałam jeszcze TYLKO dwie godziny do tego jakże świetnie zapowiadającego się spotkania. 
Ciekawe czy Malfoy powie Blaise'owi o naszym pocałunku. 
Nie, nie jest przecież aż tak głupi. Blaise pewnie spytałby o szczegóły tego incydentu, a to nie wróżyłoby nic dobrego..
Ubrałam się chyba za ładnie jak na przyjacielskie spotkanie z Blaise'em. Plus Malfoy w pakiecie...
Miałam na sobie brzoskwiniową sukienkę do kolan i czarne trampki, niby kiepskie połączenie, ale muszę przyznać, że wyglądało to całkiem nieźle. 
Kiedy zbliżałam się pod drzwi Wielkiej Sali to już z daleka rozpoznałam tą jasną czuprynę. Malfoy stał z rękami w kieszeniach. Na sobie miał jasnoniebieską koszulę z dwoma odpiętymi guzikami u góry, a do tego czarne spodnie. Obok niego stał Blaise, z jego twarzy dało się wyczytać mieszaninę smutku i złości. 
Stali w ciszy. 
Podeszłam do nich i się przywitałam:
-Cześć Blaise. - uśmiechnęłam się. - Malfoy. - skinęłam głową na blondyna. 
-Draco mi powiedział.- odezwał się Blaise, miał nerwowy ton. 
Co?! Czyżby Malfoy mu powiedział o całym tym zajściu?
Nie!
-Serio? Przepraszam jeśli Cię to zraniło, ale on tak nagle mnie pocałował i...
-Co?! Mnie powiedział, że to ty się na niego rzuciłaś.- zdębiałam. Spojrzałam na Malfoy, miał trochę smutną minę. 
-Ona kłamie. - powiedział. Blaise na niego spojrzał, ale nic nie powiedział, miał jedynie zawiedzioną minę. -Komu wierzysz mi czy jej?- spytał. Blaise nadal nic nie mówił. Po kilku sekundach patrzenia się to na mnie, to na Malfoya, odszedł w inną stronę.
-No i widzisz co zrobiłaś, Granger. - powiedział oskarżycielsko Malfoy.
-Co.. przecież to ty.. - nadal byłam w szoku. - Nieważne. - pobiegłam za Blaise'em. 

16 listopada 2012

Rozdział czternasty

Nie jestem zadowolona z tego rozdziału. Miał wyjść inaczej, ale się trochę popieprzyło. :| 
Ale może się Wam spodoba, hm? :D Pozdrawiam!
                                           *** 

Byłem zmieszany. Granger mi wybaczyła, ale rozmawiać ze mną nie chce. 
Szlamy tak mają, pomyślałem. 
-Draco, poczekaj!-zawołał mnie Blaise po lekcji.
-Po co?- warknąłem.
-Rozumiem, że nie podoba Ci się siedzenie z Hermioną, ale ona jest.. inna niż Ci się wydaje. 
-Aha. - mruknąłem. -Dobra nie rozmawiajmy o Granger. Jutro idziemy do Hogsmead, może kogoś dla Ciebie znajdziemy. - zaśmiałem się.
-Stary, wiesz.. 
-O co Ci chodzi?
-Spytałem się Hermiony czy pójdzie z nami. No i ona.. się zgodziła. - powiedział, czekając na moją reakcję. Byłem zły. Jakaś szlama chce mi odebrać najlepszego kumpla.
-Czyli wystawiasz mnie dla niej?
-Nie! Idziemy w trójkę. - uśmiechnął się.
-Nie. 
-Co? Czemu? Przecież czekałeś na ten wyjazd.
-Tak, ale nie będę się włóczyć z Granger. Co by ludzie pomyśleli. 
-Oj, Draco. Przecież nie musisz z nią gadać.
-Nie. Nie zamierzam być piątym kołem u wozu! -krzyknąłem. Starałem się opanować.
-Nie będziesz. Ona wie, że idziesz z nami. - z jego twarzy nie znikał uśmiech.
-Ja z Wami? Czy może ONA z nami? - zrobił dziwną minę jakby nie wiedział o co chodzi.
-To nie tak.. 
-A jak? Wprosiła się i nie mogłeś jej odmówić?
-Nie.. To idziesz? - był trochę zirytowany.
-Dobra. - powiedziałem po dłuższej chwili. - Idę do biblioteki.
Chciałem ją znaleźć, powiedzieć żeby się od niego odpieprzyła i nie rujnowała naszej przyjaźni. 
Siedziała przy stoliku w rogu. Jej oczy szybko przemieszczały się po książce. Podszedłem do niej. Nawet na mnie nie spojrzała.
-Granger. - powiedziałem spokojnie.
-Czego chcesz, Malfoy? 
-Takim tonem do przyjaciela, wiesz co. - prychnąłem.
-Nie przyjaźnimy się. - starała się żeby zabrzmiało to oschle, ale coś nie wyszło.
-Auć. - udałem, że serce mi pęka. - Mało istotne. To możemy pogadać?
-Nie teraz. Będę tu siedzieć do późna.
-To kiedy?- spytałem cicho.
-Nie wiem. Kiedy Ci pasuje? Byle nie wcześniej niż 19. - nie odrywała oczu od książki.
-Dobra. 19:30 w Wieży Głównej, pasuje? - spytałem. 
-Tak. - odpowiedziała, spojrzała na mnie. Uśmiechnęła się..
                                                                             ***
Znowu Malfoy. Byłam w trakcie ciekawego rozdziału. Jak on śmie mi przerywać? 
Ciekawe o czym to on chce ze mną porozmawiać. Przecież wszystko już sobie wyjaśniliśmy. 
Kiedy wróciłam z biblioteki, była już 19:05. Miałam mało czasu żeby się wyszykować!
Wyszykować?
Ale na co? Przecież to tylko takie spotkanie. Zdjęłam szatę szkolną i uznałam, że jestem gotowa. Miałam 15 minut, więc położyłam się na łóżku i zaczęłam wymyślać różne scenariusze rozmowy z Malfoyem. Były głupie..
Muszę przyznać, że z Wieży był wspaniały widok. 
Ale gdzie do diabła podziewa się Malfoy?! 
-Już myślałam, że nie przyjdziesz. - powiedziałam kilka minut później, kiedy Malfoy przyszedł.
-A więc nie jestem taki przewidywalny. To dobrze. - uśmiechnął się. 
-Tak.. to o czym chciałeś pogadać? -spytałam. 
-Masz się odczepić od Blaise'a. - warknął. Nie miałam pojęcia o co mu chodzi.
-Co masz na myśli? 
-Jezu, Granger. Masz przestać z nim gadać i musisz się jutro wykręcić jakąś chorobą. 
-Czemu?
-Bo jutro jest wyjazd do Hogsmead, a nie mam zamiaru tam iść z Tobą. 
-To nie idź. - uśmiechnęłam się złośliwie.
-Co.. Idę! Ty masz nie iść! -krzyknął.
-A jak nie to co? - spytałam. Przez chwilę przyglądał mi się ze zdziwieniem. Nagle zaczął się do mnie zbliżać. Chciałam zrobić krok w tył, ale nie mogłam. Zbliżył swoje usta do mojego ucha. 
-Nie chcesz wiedzieć. - szepnął. Zaczęłam drżeć. Musiałam zachować zimną krew.
-Chcę. - powiedziałam stanowczo. Spojrzał na mnie. Zobaczyłam w jego oczach gniew. Myślałam, że rzuci na mnie jakieś zaklęcie, ale nie. Zaśmiał się tylko i zaczął mnie całować.  Było dziwnie.. przyjemnie. Zdrowy rozsądek mówił mi żeby go odepchnąć, ale nie chciałam kończyć tej chwili. Nagle przestał. Oderwał swoje wargi od moich. Spojrzał na mnie i się uśmiechnął. 
-Masz powiedzieć, że nie masz ochoty iść. - powiedział znudzony i odszedł.
Nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Skierowałam się w stronę swojego dormitorium, ale po chwili zmieniłam kierunek.
Zapukałam do Pokoju Wspólnego Slytherinu. Ściana się poruszyła. Zobaczyłam Malfoy z dziwną miną.
-Chcę pogadać z Blaise'em. - powiedziałam cicho. Słysząc to na jego twarzy pojawił się triumfalny uśmiech. Pokój Ślizgonów wyglądał identycznie jak nasz, z wyjątkiem kolorów oczywiście. Zobaczyłam Blaise'a. Wstał kiedy mnie zobaczył. Podszedł do mnie uśmiechając się.
-Hermiono, co Ty tu robisz?- spytałam. Od pewnego czasu miałam podejrzenia, że on się we mnie podkochuje, ale co taki Ślizgon jak on widziałby we mnie? 
-To o której się jutro spotykamy?- uśmiechnęłam się sztucznie. Blaise nawet tego nie zauważył, na jego twarzy pojawił się jeszcze szerszy uśmiech.
-Nie wiem. Draco! - zawołał Malfoya. Świetnie.. 
Podszedł do nas. Widać było, że jest zły. Rzucił mi gniewne spojrzenie.
-Co?- spytał spokojnie. To dziwne, myślałam, że zaraz wybuchnie.
-O której jutro spotykamy się w Wielkiej Sali? Może być 11? - spytał wesoło Blaise.
-Ta, może być. -powiedział. - Ja już będę się zbierał do swojego dormitorium. Cześć.
-Cześć. 

12 listopada 2012

Rozdział trzynasty

Tak sobie przeglądałam inne [lepsze] blogi i zauważyłam, że tylko ja mam takie gówniane, bezsensowne rozdziały. Damn, chyba zacznę się jeszcze bardziej przykładać niż do tej pory. Zależy mi na tym blogu. Mam 98% pewność, że nikt tego, jak to ujęłam wcześniej, gówna nie czyta. (: 
Smucie mnie to, a zarazem cieszy, bo nie wiem czy bym zniosła te przykre komentarze. Jestem pesymistką i wiem, że takowe by się pojawiły [było by ich mnóstwo *-*] Pozdrawiam! ^^ 
                                                                       ***
 No tak można się było po nim tego spodziewać. Wygląda na to, że nie kłamał, chociaż nadal uważam, że to podstęp. Może powinnam o tym komuś powiedzieć? Nie.. pewnie wszyscy by mnie wyśmiali.
Ej, słuchajcie, Malfoy powiedział, że wyglądam ładnie.Jakby to w ogóle brzmiało. Chętnie bym powiedziała o tym Ginny, ale ostatnio rzadko ją widuję, no i na pewno wszystko by powiedziała Harry'emu, a Harry zapewne Ronowi i by się skomplikowało jeszcze bardziej.
Nie zdałam sobie sprawy która już godzina. Szybko przebrałam się w koszulę nocną i wskoczyłam pod ciepłą kołdrę. Długo nie mogłam zasnąć. Po upływie mniej więcej trzydziestu minut sen wreszcie mnie dopadł.
Dzisiaj piątek. Jutro pierwszy wypad do Hogsmead. Niestety ja nie pójdę, nie mam z kim. Podeszłam do szafy, wyciągnęłam jakieś jasne dżinsy i białą koszulkę. Ubrałam się szybko.Poszłam do łazienki, umyłam zęby, uczesałam się.
-O nie, spóźnię się!- jeszcze nigdy się nie spóźniłam. Wybiegłam do pokoju, szybko narzuciłam na siebie szatę. Na korytarzach było pusto, pewnie wszyscy już są na zajęciach. Szybko wbiegłam do klasy Snape'a. Oczywiście oczy wszystkich zwróciły się na mnie.
-Przepraszam, za.. - nie dane mi było skończyć.
-Gryffindor traci 10 punktów, za twoje spóźnienie. - powiedział ze złośliwym uśmieszkiem Snape. Usiadłam w ławce obok Blaise.
-Cześć.- szepnęłam.
-Co się stało, że się spóźniłaś?- spytał.
-Zaspałam.
-Ty? Przecież jeszcze nigdy się nie spóźniłaś. Zazwyczaj byłaś pierwsza w klasie.
-No wiem, wiem. -zarumieniłam się. Zaczął się dziwnie wiercić.
-Hermiono..
-Tak?- o co mu chodzi?
-Poszłabyś jutro ze mną do Hogsmead?
-Blaise, czy ty proponujesz mi randkę?- zdziwiłam się.
-Nie,nie. Draco też idzie. - powiedział.
-Nie.
-Co? Czemu? Myślałem, że między wami jest już wszystko okej.
-Nie wiem czy można to tak nazwać. Po prostu go toleruję. Nie mam ochoty włóczyć się z nim przez kilka godzin po wiosce.- odpowiedziałam chłodno.
-No proszę. - uśmiechnął się szelmowsko.
-Dobra, ale nie licz, że będę dla niego miła. - zobaczyłam na jego twarzy uśmiech triumfu. A niech to.
-Wiedziałem, że nie potrafisz się mi oprzeć. -zaśmiał się.
-Gryffindor i Slytherin traci po dziesięć punktów za wasze pogaduszki, znowu!- powiedział złośliwie Snape podchodząc do naszej ławki. -Myślałem, że usadzenie Gryfonki ze Ślizgonem poskutkuję, ale nie, widzę, że wy się świetni bawicie...
-A owszem. - przerwał mu Blaise, po klasie rozeszły się szmery i chichoty.
-Slytherin traci kolejne 10 punktów!
-Płakać nie będę.
-Szlaban w następną sobotę. U mnie, Zabini, jasne?- spytał ostro.
-Oczywiście. -wyszczerzył zęby.
-Po co to zrobiłeś?- spytałam Blaise'a, kiedy Snape odszedł.
-Nie wiem, dla zabawy. -uśmiechnął się.
-Tak, ale będziesz musiał spędzić cały sobotni wieczór ze Snape'em. Nie zazdroszczę Ci.
-Przesadzasz, nie jest taki zły.
-Uwierz mi jest. - spojrzałam na Snape'a. Patrzył się na nas. Znów podszedł do naszej ławki.
-Hm, panna Granger usiądzie z panem Malfoyem, a pan Zabini z panną Stone. I radzę więcej nie rozmawiać na moich zajęciach. - O, nie! Jeszcze tego mi brakowało. Już wolałabym szlaban.
-Czy ja mam coś do powiedzenia, panie profesorze?- spytał znienacka Malfoy.
-Nie sądzę. - odpowiedział mu Snape.
-Ja się nie zgadzam! -zaprotestowałam wstając. Spojrzałam na Malfoya, minę miał raczej znudzoną.
-Granger, radzę Ci usiąść, no chyba, że chcesz siedzieć razem z Zabinim w sobotę w moim gabinecie.- spojrzałam na Blaise'a. Kiwał głową, co oznaczało, żebym spróbowała dostać ten szlaban. Niestety ja taka nie jestem. Posłusznie usiadłam. Znowu spojrzałam na Blaise'a, miał zawiedzioną minę. Snape patrzył się to na mnie, to na niego.
-Słuszna decyzja. A teraz, Silver zamień się.. z Granger. - Silver nic nie powiedziała. Wzięła swoją książkę i pióro z ławki. Zrobiłam to samo co ona.
-Miłego siedzenia z tym dupkiem. -powiedziała do mnie. Malfoy usłyszał to i się zaśmiał.
Ta, dzięki, pomyślałam. Wprawdzie nie jesteśmy już wrogami, ale nie mam zamiaru siedzieć z nim do końca roku!
-Witaj. -powiedział cicho blondyn. Chrząknęłam. - Kto jak kto, ale ty powinnaś być kulturalna, Granger.
-Wybacz, nie mam ochoty na pogaduszki. Dzisiaj straciłam wystarczającą ilość punktów.- odwróciłam się w inną stronę żeby na niego nie patrzeć.

10 listopada 2012

Rozdział dwunasty


Wreszcie dodaję coś nowego. Nie mam pojęcia czy ten rozdział jest długi (zapewne nie), ale i tak dłuższy od poprzednich. Miłego czytania (o ile w ogóle ktoś to czyta.) ;] 
                                     ***
Boże, nie mogę w to uwierzyć. Powiedziałem, że Granger ładnie wygląda, i to na głos. Przy niej. Słyszała to. Czy ja kompletnie zwariowałem? Ale ona naprawdę wyglądała ładnie.
Zapomnij o tym, Draco, powiedział jakiś głos we mnie. 
-Tylko jak?- spytałem.
Dasz radę. 
-Nie dam! 
Jeśli będziesz mieć silną wolę to dasz.
Tak, miałem rację. Zwariowałem. Gadam sam ze sobą. Mam nadzieję, że Granger nie będzie chciała ze mną gadać. Coś czuję, że jutrzejsze spotkanie na eliksirach będzie strasznie.. niezręczne? Tak, to słowo idealnie pasuje.
-Gdzie byłeś?- spytał Blaise, kiedy przekroczyłem przejście pod portretem.
-Jakby Cię to obchodziło. -powiedziałem ponuro.
-Hm, trochę obchodzi. 
-O, okres się skończył?
-Skończył. - wybuchnął śmiechem. 
-To fajnie. Co do pytania, poszedłem.. przeprosić tą Twoją Granger.- zdziwił się.
-Moją? 
-No tak. 
-Nie, jeszcze nie moją. - uśmiechnął się.
-Jeszcze?- brwi uniosły mi się ku górze. - Nigdy nie miałeś dobrego gustu. 
-Tak, tak. Odezwał się gość z "dobrym" gustem. 
-No a jak. - zaśmiałem się. -A tak w ogóle to.. fajnie, że się już nie gniewasz.
-Och, Dracusiu. Zapewne tęskniłeś za mną przez te, hm, 5 godzin. - rozłożył ręce. - No, a teraz chodź do mnie. - prawie się oplułem.
-Pogięło Cię?
-Przecież żartuję. Nie jesteś w moim typie. 
-Dobra, dobra. Lepiej nalej mi Ognistej. 
                                           *** 
O co mu chodziło? Raz jest podły, a raz mówi, że wyglądam ładnie. Przecież to nie ma sensu. No tak.. To by do niego pasowało. 
Pomyślałam, że zajrzę do Pokoju Wspólnego Gryfonów. Zastałam tam jedną osobę. Ruda czupryna.
 Ron, pomyślałam.
-Ron, możemy pogadać?- spytałam cicho, podchodząc bliżej.
-Niby o czym?- wstał. Zobaczyłam w jego oczach gniew i niechęć. Poczułam się jakby ktoś dał mi w twarz. 
-Ogólnie. O wszystkim, o tym całym zajściu. -starałam się żeby ton mojego głosu brzmiał  tak jak zwykle, ale się nie udało. Mój głos drżał.
-Wiesz, chyba Cię rozczaruję. Nie mamy o czym gadać. - powiedział. Zaczął iść w stronę dormitoria chłopców.
-Tak, racja! Uciekaj od rozmowy, tak jest najłatwiej!- krzyknęłam. Odwrócił się. Spojrzał na mnie. Byłam strasznie zła. Dostrzegł to w moich oczach. Z powrotem się odwrócił i zniknął za drzwiami. Nie miałam wyrzutów sumienia, jak nie chce ze mną rozmawiać, trudno, jakoś to zniośe albo przynajmniej będę się starałam. 
Poszłam do Łazienki Prefektów, byłam prawie pewna, że zastanę tam Malfoya. O to zresztą chodziłam. Chociaż z nim chciałam coś wyjaśnić. 
Tak jak myślałam, siedział w wannie. Na szczęście było w niej mnóstwo piany, która zakrywała jego ciało. 
-Malfoy. 
-Granger?
-Ubierz się. Daję Ci 5 minut. Musimy pogadać. - powiedziałam, wyszłam za drzwi. Sama sobie się dziwiłam, że nie zawahałam się nawet na sekundę. Po upływie ustalonego czasu przeze mnie weszłam z powrotem do łazienki. Był ubrany, no prawie, brakowało mu tylko koszuli.
-Zapomniałeś o czymś.-mruknęłam.
-O czym?- spytał.
-O koszuli.
-Nie zapomniałem. Po prostu jej nie założyłem. 
-Aha. Mniejsza o Twoją durną koszulę. Chyba musimy sobie coś wyjaśnić. 
-A więc słucham? Co takiego mamy sobie do wyjaśnienia? 
                                        ***
Można było to przewidzieć, że kiedy nadarzy się okazja, Granger gdzieś się zaczai i wyskoczy znienacka żeby coś sobie wyjaśnić. Udawałem, że nie wiem o co jej chodzi.
-A więc, słucham? Co takiego mamy sobie do wyjaśnienia?
-Jakbyś nie wiedział!
-Wychodzi na to, że nie wiem.- widok rozwścieczonej Granger był zabawny.
-Dobrze, więc Ci przypomnę. Siedziałam sobie pod drzewem, gdy nagle znikąd pojawiasz się ty. Przepraszasz mnie, prosisz o wybaczenie, i na końcu mówisz, że wyglądam ładnie. - powiedziała to za jednym oddechem. 
-A, o to Ci choooodzi. - ziewnąłem, co chyba wytrąciło ją z równowagi.
-Tak! Chodzi mi właśnie o to! Możesz mi to wytłumaczyć?! Przepraszam, to nie było pytanie! MASZ mi to wytłumaczyć, Malfoy!- wykrzyczała. 
-Spokojnie Granger. -nie wiedziałem co mam jej odpowiedzieć. - Powiedziałem Ci, że ładnie wyglądasz, bo to prawda, wyglądałaś wtedy ładnie. 
-Aha, to wszystko, tak?
-Tak, a co chciałabyś jeszcze wiedzieć?
-Czemu to powiedziałeś?
-Jezu, Granger. A podobno jesteś taka mądra. Powiedziałem Ci to bo to była prawda. Teraz rozumiesz?
-No.. tak. -powiedziała poirytowana.
-Brawo. 5 punktów dla Gryffindoru. - powiedziałem sarkastycznie.
-Ha, ha.. - zaśmiała się ironicznie, ale się uśmiechała. Odwróciła się w stronę drzwi. 
-Granger, zaczekaj. - powiedziałem.
-Po co?- dobre pytanie, bardzo dobre. Podszedłem do niej bliżej, nie odsunęła się.
-Naprawdę tylko po to tu przyszłaś? 
-Tak. A po co innego miałabym przychodzić?
-No nie wiem, popatrzeć sobie na mnie. - uśmiechnąłem się.
Przewróciła tylko oczami i wyszła. 
-Teraz też wyglądasz ładnie. - wyszeptałem.
                                             

26 października 2012

Rozdział jedenasty

Jak on mógł mnie wygonić? Jeszcze wczoraj był dla mnie miły. Ech, Malfoy to Malfoy chyba faktycznie się nie zmieni. Postanowiłam przejść się na błonia było dosyć ciepło.  Usiadłam pod "moim" drzewem i zamknęłam oczy.
-Cześć.- usłyszałam dobrze znany mi głos. Otworzyłam oczy. Nie byłam zadowolona z tego widoku.
-Czego chcesz?- odparłam chłodno.
-Nie wiem, pogadać. - powiedział obojętnie Malfoy.
-Po co?
-No bo chcę Cię przeprosić! Jasne?! - krzyknął.
-Przeprosić?- wyjąkałam.
-Tak, przeprosić. Byłaś gościem Blaise'a, nie powinienem był Cię wyganiać.
-Słusznie. Skoro już przeprosiłeś to możesz iść. - powiedziałam chłodno. Nie posłuchał, usiadł koło mnie i przyglądał się niebu.
-Nie słyszałeś?- spytałam.
-Słyszałem, ale mam takie samo prawo do siedzenia tutaj co Ty. - odpowiedział, zabrzmiało to tak jakby nie mówił tego Malfoy, tylko jakaś zupełnie obca mi osoba.
-Ym, no dobra..
Siedzieliśmy w ciszy kilka sekund, ale dla mnie to była wieczność. Nagle Malfoy postanowił ją przerwać.
-O czym myślisz?- to pytanie wytrąciło mnie z tropu. O czym myślę? Chyba o niczym, nie zaraz..
-Zastanawiam się po co tu siedzisz. Koło mnie. Szlamy. - wykrztusiłam.
-Dobre pytanie. - odpowiedział wyraźnie zdziwiony.
-A Ty o czym myślisz?- spytałam ciekawa jego odpowiedzi.
-Po co tu siedzę. Obok Ciebie. CÓRKI MUGOLI. - powiedział spokojnie, podkreślając dwa ostatnie słowa.
-Aha. A czemu nie powiedziałeś "Szlamą"?
-Bo to mi się odwidziało.
-Co, tak nagle?- teraz to już naprawdę byłam zdezorientowana.
-Tak, tak nagle. - powiedział. - Może byśmy zakopali topór wojenny?- spytał.
-Co?
-To co słyszałaś. To jak będzie? Mam dość już takiego życia. Z Potterem i Weasley'em raczej się nie pogodzę. Ale z tobą mogę. Jesteś wyrozumiała, łatwo wybaczasz.
-Co? Skąd wiesz że łatwo wybaczam?- BUM, nie żyję. Czy on coś knuł? Pewności mieć nie mogłam.
-W sumie to nie wiem. Strzelam, że jesteś łaskawa. To co w końcu, wybaczysz mi?
-No nie wiem. Jakbym Ci wybaczyła to jeszcze Harry i Ginny by się na mnie wkurzyli. - powiedziałam.
-No tak. Zapomniałem, że jesteś zależna wyłącznie od nich i, że żadnej decyzji nie możesz podjąć sama. - zaśmiał się ponuro. Zdołowało mnie to.
-To nie prawda! Umiem podejmować różne decyzje samodzielnie!- krzyknęłam oburzona.
-Udowodnij.
-Jak?
-Dobrze wiesz jak.
-Dobrze. A więc Malfoy.. wybaczam Ci. - powiedziałam. Musiałam mu udowodnić, że potrafię myśleć samodzielnie!
-No, no. Nie spodziewałem się tego. Miło mi, Granger. - uśmiechnął się, był to lekki uśmiech, ale za to zupełnie przyjazny.
-Często tutaj przychodzisz?
-Dość często by wiedzieć, że ty tu często przychodzisz. -odparł.
-Tak, to miejsca pomaga mi się odstresować.
-Mnie tak samo. - w jakich to niby chwilach Malfoya zżera stres? -Blaise się na mnie obraził.
-Co? Czemu?- spytałam.
-Bo Cię wygoniłem z pokoju.
-Jak się dowie, że przeprosiłeś to mu przejdzie. - uśmiechnęłam się do niego. Kurde, po co?
-Mam nadzieję. - on również się uśmiechnął. -Ładnie wyglądasz.. -powiedział, wyglądał, że mówił poważnie.
-Co?!
-Wiesz ja już muszę iść. - powiedział. Wstał, skierował się w stronę szkoły i zniknął. A ja siedziałam jak głupia z rozdziawionymi ustami.

[***]
O patrzcie jak szybko napisałam kolejny rozdział! Yay! ^^ 

Rozdział dziesiąty

Lubiłem patrzeć jak Granger się rumieni. Niby zwykła szlama, ale jakąś satysfakcje  to dawało. Przez całe dwie godziny, Silver próbowała ciągnąć między nami jakąś rozmowę. Nie wychodziło jej to. Głównie rozmawiałem z Blaise'em, chociaż od czasu do czasu mówiłem coś do Granger. Po lekcje ktoś pociągnął  mnie za ramię. Okazało się, że to była Silver.
-Co?- spytałem wkurzony.
-Musimy pogadać.
-Co? Ale o czym?- nie wiedziałem o co jej może chodzić.
-Zobaczysz. Chodź na błonia!- powiedziała i pociągnęła mnie za rękę. Po kilku minutach byliśmy już na miejscu. Dopiero teraz zauważyłem jak strasznie jest gorąco.
-Jesteśmy, a więc o czym chciałaś pogadać?- spytałem chłodno.
-Tak właściwie to o niczym.. Chciałam Cię wyciągnąć na świeże powietrze. - powiedziała cicho. Pewnie się jej podobam, co się dziwić.
-Ale po co?- spytałem podchodząc bliżej.
-No bo wiesz.. ja.. lubię Cię. - powiedziała niepewnie.
-No i co w związku z tym?- odparłem znudzony.
-No.. nieważne!- krzyknęła, po czym pobiegła w stronę Hogwartu.
-To do zobaczenia jutro! - krzyknąłem za nią z drwiącym uśmieszkiem. Najwyraźniej to zobaczyła bo pokazała mi wulgarny znak. Zaśmiałem się sam do siebie.
Kiedy wszedłem do Pokoju Wspólnego zobaczyłem Blaise'a, nie był sam. Obok niego na kanapie siedziała.. Granger! Podszedłem do nich.
-Co do diabła ona tu robi?!- krzyknąłem.
-Hm, no nie wiem siedzi. - odpowiedział. Granger się zaśmiała. Spojrzałem na nią gniewnym wzrokiem.
-Wynoś się. - powiedziałem o wiele spokojniej niż powinienem.
-Malfoy, to nie jest tylko Twój pokój. - odpowiedziała swoim jakże mądrym tonem.
-Nie obchodzi mnie to. Nie chce mieć tutaj jakiejś córki mugoli.
-To już nie jestem szlamą? - spytała zdziwiona.
-Z charakteru zapewne jesteś. A teraz wynoś się.
-Dobra!- powiedziała wkurzona.
-Hermiono, nie musisz iść. - powiedział Blaise łapiąc ją za ramię.
-Nie. Pójdę, nie chcę przecież robić kłopotów, na razie Blaise. - powiedziała kierując się do wyjścia z pokoju.
-Dzięki stary! - powiedział ironicznie Blaise.
-Ale o co Ci chodzi?
-Wyrzuciłeś mojego gościa!
-Oj daj spokój. Że niby ona była  twoim gościem?
-Tak!- powiedział Blaise. Nim się obejrzałem zniknął za drzwiami dormitorium.
Pięknie, mój przyjaciel się na mnie obraził ponieważ wyprosiłem szlamę z naszego pokoju. Na jakim ja świecie żyje?

[***]
Dzisiaj krótko :<
Mam nadzieję, że się podoba. 

20 października 2012

Rozdział dziewiąty

Nie mogłam w to uwierzyć. Malfoy był dla mnie miły. Weszłam do swojego dormitorium po parę drobiazgów, jak szczoteczka do zębów, pasta, piżama. Wybierałam się do Łazienki Prefektów. Niegdy wprawdzie z niej nie korzystałam, ale słyszałam, że jest świetna i odpręża. Kiedy miałam już wszystko co było mi potrzebna, wyszłam i udałam się do łazienki. Oczywiście po drodze wiele portretów marudziło, że ich obudziłam. Zorientowałam się, że jestem już na miejscu. -Sosnowa świeżość.- powiedziałam, po czym wielkie drzwi się otworzyły. Byłam zdziwiona. Wiedziałam, że wanna będzie duża, ale żeby aż tak. Nie zastanawiając się dużej rozebrałam się, ubrania połozyłam blisko wanny, aby w razie czego mieć je pod ręką, i wskoczyłam do wanny. Woda była przyjemnie ciepła. 
[***]
 Miałem ochotę na jakąs orzeźwiającą kąpiel. Byłem trochę zmęczony, fakt, ale nie przeszkodziło mi to w dostaniu się do Łazienki Prefektów. Byłem tu już parę razy. Powiedziałem hasło i wszedłem. Moim oczom ukazała się jakaś piękna dziewczyna. To była Granger, na dodatek siedziała w tej wannie.. i to nago. Spojrzałam w moim kierunku. 
-Malfoy!- wrzasnęła, próbowała zakryć się pianą. – Co ty tu do diabła robisz? 
-Chciałem wziąść kąpiel. – powiedziałem, nie spuszczając z niej wzroku. Chyba to zauważyła, bo na jej twarzy pojawił się rumieniec. 
-A mógłbyś na chwilę wyjść, żebym mogła się ubrać?- spytała niepewnie.
 -Nie ma takiej potrzeby. Nie krępuj się. – uśmiechnąłem się do niej.
 -To chociaż się odwróć. – powiedziała. 
-Po co?- spytałem, zobaczyłem jej gniewne spojrzenie. – No dobra, już. – odwróćiłem się posłusznie. Usłyszałem chlup wody, najwidoczniej już wyszła z wanny. Teraz tylko czekać aż się ubierze. Kusiło mnie żeby się odwrócić, ale się powstrzymałem. 
-Już.- usłyszałem jej głos. Miała na sobie tylko jakąś białą koszulę, która sięgała do pół uda. Miała także mokre włosy, co dodawało jej uroku.
 -Okej. – odwróciłem się. – Byłaś już tu kiedyś? 
-Nie. To mój pierwszy raz. – odpowiedziała. 
-Pierwszy raz, powiadasz? – spytałem uśmiechając się, zrozumiała o co mi chodzi i ponownie się zarumieniła.
 -Nie taki pierwszy raz.. – wymamrotała. Spojrzała na mnie.
– Em, czemu jesteś w samym ręczniku?- spytała. 
-Daleko do łazienki nie mam, więc przyszedłem w ręczniku. – powiedziałem.
 -Ahm..- starała się nie patrzeć na mój tors, ale chyba jej się nie udało. 
-Rany, Granger, opanuj swoje dzikie rządze. – uśmiechnąłem się złośliwie.
 -Co?! -Widzę jak się na mnie gapisz. 
-Nie, ja wcale się na Ciebie nie gapię, Malfoy! Po prostu dziwi mnie to, że jesteś w tym durnym ręczniku. – powiedziała.
 -Co masz do ręczników? Mam go zdjąć? – uniosłem brwi ku górze. Nie odpowiadała, więc sięgnąłem ręką końca ręcznika i pociągnąłem.
-Ty idioto!- krzyknęła. 
-No co? Chyba nie myślałaś, że paraduję po Hogwarcie w samym ręczniku, z niczym pod spodem? – zaśmiałem się. Nieźle się zdziwiła kiedy zobaczyła moje zielone bokserki. 
-No w zasadzie.. myślałam. 
-Jak chcesz mogę zdjąć bokserki.. Ale wtedy ty też coś byś musiała ściągnąć. 
-Możesz pomarzyć, Malfoy. A teraz wybacz, ale już sobie pójdę. – powiedziała chłodno po czym poszła. Byłem pełen podziwu wytrzymałości Granger. Inna normalna dziewczyna już by się na mnie rzuciła, a ona wyszła.
 [***]
 Nie mogłam uwierzyć, że widziałam Malfoya prawie nagiego. Miał ładnie wyrzeźbiony brzuch. Boże, ale to jak mnie podpuścił było podłe! Kretyn.. Następnego dnia obudziłam się, odziwo, wypoczęta. Załatwiłam to co rano się załatwia. Pierwsze lekcje minęły dosyć spokojnie. Przez cały dzień Ron się do mnie nie odzywał. Co jakiś czas Harry i Ginny mówili mi, że to już niedługo mu przejdzie. Ale ja w to wątpiłam. Spojrzałam na plan.. Eliksiry.. Snape jak zwykle spóźniony. Usiadłam w ławca, lochy były prawie puste. Dopiero po jakichś trzech minutach inni uczniowie zaczęli się schodzić. Zobaczyłam Malfoya, tuż obok niego Blaise’a. Usiadł koło mnie i się uśmiechnął. 
-Cześć, Granger. – powiedział Malfoy po czym usiadł w ławce za nami. Silver już tam siedziała, wyglądała ładnie…
 -Cześć. – szepnął do niej Malfoy, ona tylko się uśmiechnęła i zatrzepotała rzęsami. 
-Dzisiaj będziecie pracować w czteroosobowych grupach.- powiedział Snape. Potem wybierał różne grupy. W końcu zostaliśmy tylko ja i Blaise oraz Malfoy i Silver. Nie lubiłam jej, jest nieuprzejma i arogancka. I na dodatek ładna.. O nie.. nie.. to chyba nie zazdrość? 
Mieliśmy przygotować jakiś eliksir, którego nie znałam. Raczej mało się udzielałam w przygotowywaniu go. Co jakiś czas zerkałam na Malfoya i Silver. Był w stosunka do niej chłody. Nie uśmiechał się do niej, tak jak do mnie. Zrobiło mi się cieplej i wzięłam się do pracy. Blaise widząc to uśmiechnął się do mnie, odwzajemniłam przykacielski gest. 
-Fajnie, że już Ci lepiej. – powiedział. 
-Tak. – dodał Malfoy. Czy on puścił do mnie oczko? Starałam się zakryć rumieńce, które wyskoczyły mi na twarzy. Kurde.. zauważył je, jakby na złość uśmiechnął się szeroko, pokazując swoje białe zęby. Zarumieniłam się jeszcze bardziej. Silver chyba też to zauważyła i zrobiła gniewną minę.
[***]
Okej, więc to tyle rozdziałów mam na razie. Dziesiąty pojawi się mam nadzieję, że prędko :) 

Rozdział ósmy

Podałam hasło, weszłam do Pokoju Wspólnego przejściem pod obrazem Grubej Damy. Zobaczyłam na kanapie trzy siedzące postacie, wiedziałam, że to moi przyjaciele. Poza nimi nikogo nie było. Podeszłam bliżej. 
-Cześć. -powiedziałam uśmiechając się. 
-O, hej.- odpowiedziała mi Ginny.
 -Gdzie byłaś?- spytał Ron. -W bibliotece. 
-No tak, zadaje głupie pytania. – zaśmiał się. – Nie nudzi Ci się tam tak samej?- spytał.
 -Nie, nie nudzi. Poza tym nie byłam sama. 
-Tak? A z kim byłaś?- spytał Ron, zaciekawiony i zdziwiony zarazem. 
-Z Blaise’em..- wyszeptałam.
 -Co?! Z Zabinim? – krzyknął wstając z kanapy.
-On ma imię, Ron. – powiedziałam spokojnie. – Jest miły całkiem fajny. 
-Nie obchodzi mnie to! Nie mogę uwierzyć, że wałęsasz się po zamku z naszym wrogiem! 
-Wrogiem? On nie jest naszym wrogiem.. przynajmniej moim! Poza tym nie wałęsam się po zamku. Siedzieliśmy tylko w bibliotece! – nerwy mi puściły.
 -Jest przyjacielem Malfoya, to chyba oczywiste, że jest naszym wrogiem! Skoro wolisz go od Nas  to radzę Ci żebyś się do mnie nie odzywała. -zabrzmiało to tak jakbym miała wybierać pomiędzy nim a Blaise’em.
-Wcale nie! To, że Malfoy jest naszym wrogiem, nie oznacza, że Blaise też! Jak już wspomniałam jest miły, fajny i I-N-T-E-L-I-G-E-N-T-N-Y, czego Ci najwyraźniej brakuje!- po chwili pożałowałam tych słów. 
-Ach, tak. A Wy co o tym sądzicie? – zwrócił się do Harry’ego i Ginny. 
-Wiesz.. my też nie lubimy Blaise’a, ale to nie powód żeby wyżywać się na Hermionie. – powiedział Harry.
 -Dziękuję. – byłam zadowolona, że Harry rozumie, natomiast Ron najwidoczniej nie.. 
-Jasne.. – wymamrotał, po czym skierował się w stronę dormitoria chłopców. Nie zapomniał przy tym trzasnąć drzwiami.
 -Pięknie.- szpenęłam.
 -Nie przejmuj się. Pewnie jutro nawet nie będzie tego pamiętał. Przejdzie mu, zobaczysz.- pocieszała mnie Ginny. 
-Nie chcę! Z tego co zrozumiałam nie jesteśmy już z Ronem przyjaciółmi. – mruknęłam. Wybiegłam z Pokoju Wspólnego. Chciało mi się płakać. Na błoniach byłos dosyć ciemno. Gwiazdy ślicznie iskrzyły się na niebie. Skierowałam się do pobliskiego drzewa. Usiadłam pod nim. Zakryłam twarz dłońmi i rozpłakałam się. Nagle usłyszałam czyjś głos. 
[***]
 Siedziałem w jednym z foteli w Pokoju Wspólnym Slytherinu. Nie wiedziałem która konkretnie jest godzina. Było tu całkiem tłoczno, ale na szczęście w pobliżu nie było żadnej Parkinson. Blaise coś długo nie wracał. Całował się z tą całą Granger, czy może coś więcej.. nie obchodzi mnie to, niech robi z nią co chce. Nagle usłyszałem jak ściana wejściowa się porusza. Zobaczyłem uśmiechniętego Blaise’a. 
-Jak było na randce? – spytałem z drwiącym uśmieszkiem. 
-To nie była randka. Byliśmy tylko w bibliotece. – odpowiedział spokojnie. 
-Tak, tak.. Co Wy tam właściwie robiliście?- spytałem nie wiedząć po co. 
-Głównie czytaliśmy jakieś książki, jak to bywa w bibliotece. No i gadaliśmy. -odpowiedział, nadal na jego twarzy widniał uśmiech. 
– A Ty co? Nie na swojej nocnej przechadzce? -spytał. 
-Na jakiej prze..- dopiero po chwili zorientowałem się o co mu chodzi. – Czekałem na Ciebie, żeby być pewnym, że Granger Cię niczym nie zaraziła. 
-Och, Dracusiu, martwisz się o mnie. – powiedział naśladując głos Pansy. Oboje parsknęliśmy śmiechem.
 -Okej, to ja idę. – powiedziałem. Wyszedłem na błonia. Kierowałem się w kierunku drzewa pod którym zazwyczaj siedziałem. Zauważyłem pod nim postać. Była to najprawdopodobniej dziewczyna.. tak, zdecydowanie była to dziewczyna.. zaraz, to była Granger! Czy ona płacze? Podszedłem bliżej.
 -Ej, Granger. Co ty tu robisz o tej porze? – spytałem obojętnym tonem.
 -M-Malfoy! A ty c-co tu robisz? 
-Spaceruje. – spojrzała na mnie. – Źle wyglądasz, ale chyba to nie nowość. 
-N-nie mam ochoty na t-twoje docinki, M-malfoy. – wykrztusiła. Ledwo dało się ją zrozumieć.
 -Ehm.. czemu płaczesz?- Po co ja o to pytałem? 
-P-pokłóciłam się z R-Ronem. Ale nie s-sądzę, że to powinna C-cię intersować. 
-Ee, masz. Wytrzyj nos. – podałem jej chustkę, którą dostałem od matki. Nie żałowałem tej decyzji.. i tak nie lubiłem tej ścierki. Posłusznie ją wzięła, po czym przetarla twarz. Wyglądała trochę lepiej.
 -Dzięki. – powiedziała już normalnym głosem. – Ale właściwie czemu mi ją dałeś?- spytała. Nie znałem konkretnej odpowiedzi na to pytanie. 
-Była pod ręką, no i ty płakałaś, więc pomyślałem, hmm, czemu nie. – odpowiedziałem po czym uśmiechnąłem się. Nie był to sztuczny uśmiech. Było to szczery, ciepły uśmiech. Rzadko kiedyś kogoś nim obdarowywuje. Granger więc może czuć się wyróżniona..
 -Em, a czemu jesteś dla mnie miły? – spytała, najwyraźniej nie wiedziała co powiedzieć.
 -Sam się nad tym zastanawiam. – odpowiedziałem jej. – Ee, o co pokłóciłaś się z Weasley’em?-spytałem.
 -Nie podoba mu się, że spędziłam dzisiejszy dzień z Blaise’em. – powiedziała cicho. 
-Aha, rozumiem..- tak naprawdę nie rozumiałem, no cóż..
 -Wiesz co ja chyba będę się zbierać. 
-O, szkoda.. 
-Co? Czemu?- spytała zdziwiona. 
-A nic.. Bo gdybyś została mogłabyś przeżyć noc o jakiej Ci się nie śniło. – uśmiechnąłem się szelmowsko. Nie spodziewałem się, że potrafię to zrobić do osoby pokroju Granger. 
-Ha, ha, ha, nie, dzięki. Cześć! – powiedziała po czym się oddaliła do zamku. Stałem tam jeszcze jakieś pięć minut po czym również skierowałem się w stronę szkoły.

Rozdział siódmy

Mogło być dużo gorzej. Szczerze współczułem Blaise’owi, na jego miejscu bym protestował, ale on oczywiście musiał jej podać rękę z szerokim uśmiechem. Z tego całego zamieszania zapomniałem jak nazywa się moja nowa sąsiadka. 
-Jak masz na imię?- spytałem obojętnie blondwłosą Gryfonkę.
-A co? Już zapomniałeś?- spytała złośliwie. Byłem zdziwiony, wyglądała na zwykłą nieśmiałą dziewczynę, która nigdy na nikogo się nie złości.
 -Tak jakby.- powiedziałem. 
-Bywa. Będziesz musiał sobie poradzić z wołaniem do mnie: Ej, ty!- odpowiedziała teraz już spokojnie.
-Skoro to Ci odpowiada.- odwróciłem się w stronę Snape. Jakby nie patrzeć ta „Ej, ty” jest całkiem ładna. Długie blond włosy, zielone oczy, szczupła.. Nagle moje spojrzenie przeniosło się na kogoś innego, na Granger. Widziałem jak śmieje się, najwidoczniej jest zadowolona ze współpracy z Blaise’em. Oczywiście Blaise nie był jej dłużny, też szczerzył zęby.. Zaraz, zaraz.. chyba z nią flirtował.. Draco co Cię to interesuje, pomyślałem. 
-Ej, ty!- zawołałem za blonwłosą kiedy wychodziliśmy z lochów.
-Co?!- krzyknęła. -To powiesz mi jak masz na imię?- spytałem z szelmowskim uśmiechem. 
-Silver.- powiedziała podają mi rękę. 
-Draco.- odwzajemniłem gest. Trzymaliśmy się za ręce dłużej niż to było konieczne, ale o to mi chodziło.
-To.. do zobaczenia jutro. -powiedziała Silver po czym uciekła w stronę dormitorium. Szedłem sobie spokojnie, gdy nagle ktoś zakrywa mi oczy dłońmi. 
-Zgadnij kto to, Dracusiu!- usłyszałem. Byłem pewny, że to nie Pansy. Odwróciłem się i zobaczyłem Blaise’a. 
-Ależ z Ciebie kawalarz, Blaise.- powiedziałem złośliwie.
 -Tak,tak. A teraz gadaj jak się siedzi z tą całą.. no.. jak jej tam?- spytał. 
-Silver.- powiedziałem obojętnie.
 -Silver..Silver..Chyba całkiem ładne imię.- powiedział śmiejąc się.
 -No. Nie tylko imię ładne..- odpowiedziałem szturchając go w ramię. 
-A jak tam się siedzi z Granger?- dodałem. 
-Świetnie!- powiedział uśmiechając się. -Znaczy może być.- dodał szybko widząc moją zdziwioną minę
 -Blaise..-zacząłem, ale nie dane mi było skończyć. Obok przeszła Granger. Blaise wymruczał coś do niej ona oddaliła się kilka kroków. 
-Później pogadamy. Ja teraz lecę do biblioteki.- powiedział po czym odszedł do Gryfonki i najprawdopodobniej razem poszli do biblioteki. Gapiłem się na nich jak idiota. Nagle zobaczyłem, że Granger się odrwaca i patrzy prosto na mnie. Uśmiechnęła się… 
[***] 
Nie przypuszczałam, że z którymkolwiek Ślizgonem będzie się tak przyjemnie rozmawiało. Blaise przypadkowo pomylił składniki (nawet trzecioklasiści by tego nie pomylili) i nie wiem czemu zaczęłam się śmiać. Najwidoczniej mój śmiech zaraził Zabiniego i on również wybuchł śmiechem. 
-Nie ma nic śmiesznego w myleniu składników!- warknął do nas Snape- Gryffindor i Slytherin tracą po pięć punktów!- dodał łagodniejszym tonem. 
-Nie przejmuj się do tylko pięć punktów. – powiedział Blaise puszczając do mnie perskie oko. Zarumieniłam się, robiłam wszystko żeby on tego nie zauważył. 
-Tak, wiem. – odpowiedziałam uśmiechając się. Kiedy wyszłam z klasy Snape’a, minęłam Malfoya i Blaise’a jak o czymś rozmawiali. Przeszłam koło nich kiedy nagle Blaise coś do mnie powiedział.
 -Zaczekaj, razem pójdziemy do biblioteki.- powiedział mi do ucha. Oddaliłam się kilka metrów dalej i obserwowałam obu Ślizgonów. Zabini powiedział coś szybko Malfoy’owi, po czym odwrócił się w moją stronę i podchodził bliżej.
 -To co idziemy?- spytał wesoło.
 -Tak jest.- odpowiedziałam szczerząc zęby. Oddalając spojrzałam się za siebie. Malfoy cały czas tam stał. Hmm, uśmiechnęłam się do niego po czym wciągnęłam się w rozmowę z Blaise’em.

Rozdział szósty

Następnego dnia obudziłem się w dość kiepskim humorze. Za trzydzieści minut mam eliksiry, i to w dodatku dwie lekcję pod rząd. Ale to nic w porównaniu z tym, że mamy je z Gryfonami. Nie znoszę Gryfonów, w szczególności Pottera, Weasleya i.. Granger. Zawsze są tacy weseli, mili dla PRAWIE każdego. Jak oni tak mogą.. Po wstaniu z łóżka skierowałem się do łazienki. Szybko wszedłem pod prysznic. Po wyjściu z pod prysznica owinąłem się ręcznikiem w pasie i skierowałem do umywalki. Przemyłem twarz. Nałożyłem żel na włosy i zdałem sobie sprawę z tego jak świetnie wyglądam. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Wyszedłem z łazienki. Skierowałem się w stronę szafy, wyjąłem swoją najlepszą koszulę i czarne spodnie. Założyłem je powoli po czym stwierdziłem, że jestem gotowy na zajęcia. Kiedy znalazłem się pod salą, prawie wszyscy już tam byli. Wtedy zauważyłem ją.. Wyglądała inaczej niż zwykle. Ona wyglądała… ŁADNIE. Po raz pierwszy zdałem sobie sprawę z tego, że Granger jest dziewczyną. Zawsze miałem ją za wroga. Draco, ona nadal jest twoim wrogiem, kumpluje się z Potterem pomyślałem. Gdyby ojciec żył i dowiedział się co teraz myślę dałby mi po twarzy. Draco to szlama, zapomnij..
 [***]
 Mimo iż pierwszą lekcję miałam ze Snape’em i ze Ślizgonami byłam wesoło. Nie mam zamiaru pozwolić im wszystkim popsuć mi dnia. Byłam pod klasą chyba jakieś dwadzieścia minut niż wszyscy. Przeglądałam podręcznik. Nie wiedziałam ile czasu minęło, gdy nagle zauważyłam, że inni już przyszli. A więc byli już chyba prawie wszyscy. Zaraz.. nie było Malfoya.. Co mnie obchodzi Malfoy?!, powiedziałam do siebie w myślach. Cieszyłabym się gdyby nie przyszedł bo miałabym święty spokój. Nagle zobaczyłam, że zza tłumu wyłania się jakaś jasna czupryna. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że to właśnie Malfoy. Ewidentnie się na mnie gapił. Chwila, chwila… on się uśmiechał. Chyba zobaczył, że go widzę i od razu się odwrócił. Czekaliśmy jeszcze pięć minut zanim Snape zaszczycił nas swoją obecnością.
 -Dzisiaj wyjątkowo odpuścimy sobie eliksiry.- powiedział chłodno kiedy już weszliśmy do jego lochów.
 -To co będziemy robić?- spytał niepewnie Ron.
 -Zobaczysz, Weasley.- wysyczał Snape. Skierował się w stronę swoje biurka, wyjął różdżkę i wyczarował jakieś zaklęcie. Nie byłam pewno co to za zaklęcie, ale na biurku pojawiła się niewielka miska, wypełniona jakimiś karteczkami. 
-A więc, w ubiegłym roku wiele z Was bardzo mi przeszkadzało swoim gadaniem. Mam zamiar znaleźć Wam nowych sąsiadów.- uśmiechnął się złośliwie.- Każda dziewczyna ze Slytherinu wylosuje sobie jakiegoś Gryfona z którym usiądzie, a każda.. Gryfonka, Ślizgona. I tak będziecie musieli siedzieć do końca roku.- powiedział. Wszędzie było słychać falę protestu. Ja też nie byłam zadowolona..
 -Cisza!-krzyknął Snape po czym w sali ucichło. – Kiedy wyczytam nazwisko którejś z Was. – skierował się do wszystkich dziewcząt. – To macie podejść i wylosować karteczkę. – dokończył. 
-Zaczynamy zabawę..- szepnął do siebie. – Pansy Parkinson- powiedział, a do niego podeszła dziewczyna o mopsowatej twarzy szepcząc coś w stylu: Proszę Draco, proszę Draco. Nie udało jej się, wylosowała Deana Thomasa, który raczej nie był zachwycony. Zaśmiałam się, ale na szczęście nikt tego nie zauważył. Zamyśliłam się, a co jeśli wylosuje.. Malfoya. Chyba bym się załamała. Nagle usłyszałam głos Snape'a.
 -Panna Granger.- powiedział z pogardą. Podeszłam do miski, kątem oka zobaczyłam, że z Malfoyem już ktoś siedzi. Ucieszyłam się i wyciągnęłam karteczkę na której pisało Blaise Zabini.

Rozdział piąty

Już za chwilę miałam ponownie usiąść przy stole Gryffinodru, w Wielkiej Sali. Ale nie to mnie tak uszczęśliwiało. Najbardziej cieszyłam się z tego, że już jutro rozpoczną się pierwsze lekcje. Tak, miałam zmienić swój wizerunek, ale to nie oznacza, że miałam znielubić lekcję i się mniej uczyć. Uwielbiam naukę i tak chyba będzie zawsze. Pociąg się zatrzymał. Wszyscy po kolei wysiedli. Nigdzie nie zauważyłam pojazdów, które ciągnęły testrale. Zobaczyłam na pobliskim wielkim jeziorze, małe łódki. Domyśliłam się, że to nimi mamy płynąć. Byłam rozczarowana, lubiłam jeździć powozami, które ciągnęły niewidoczne dla moich oczu stworzenia.
 -Hermiono, co tak stoisz? Wskakuj.- usłyszałam za swoimi plecami głos Rona.
 -Już.- wyszeptałam. Pośpiesznie weszłam do łódki, widziałam jak moi przyjaciele się niecierpliwią.
 -No wreszcie.- zaśmiała się Ginny, siadając obok mnie.
 -O czym tak myślisz?- spytała. 
-Ja? O niczym.- skłamałam. Tak naprawdę myślałam o pewnej ZŁEJ decyzji Dyrektor McGonagall. Jak ona mogła na Prefekta Naczelnego wybrać tego zarozumiałego, aroganckiego idiotę?! Słyszałam jak Harry, Ron, Ginny i cała reszta rozmawiają i śmieją się przy tym, ale ja nie miałam ochoty do nich dołączyć. . Byłam zbyt zła..
 [***]
Byłem zły. Ktoś blokował kolejkę do łódek. Pochyliłem się lekko i zobaczyłem, że to ta Granger. Stała jak słup. Miałem ochotę podejść do niej i powiedzieć żeby ruszyła ten swój tyłek, ale nie zrobiłem tego. Zauważyłem, że Weasley coś do niej mówi. To co powiedział najwyraźniej poskutkowało, bo od razu weszła do łódki. Nim się obejrzałem byłem na początku kolejki. Wszedłem do łódki i usiadłem. Blaise jak zwykle na przeciwko mnie. Usłyszałem jak ktoś coś krzyczy.
 -Dracusiu! Zajmij mi miejsce obok siebie!- to była Pansy. Dziewczyna która od początku nauki w Hogwarcie się do mnie klei. Nie lubiłem jej, często powtarzałem, że nic z tego nie będzie, ale ona nie dawała za wygraną. I tak jest do dzisiaj. Szybko wskoczyła do łódki i usiadła koło mnie, łapiąc mnie za ramię. Spojrzałem na Blaise’a, widziałem, że ewidentnie go to bawi. Chciałem już znaleźć się w swoim dormitorium, jak najdalej od Pansy.
 [***] 
Zauważyłam, że łódka się zatrzymała. Zrozumiałam, że jesteśmy już na miejscu. Ucieszyłam się i po raz pierwszy od wejścia do łódki uśmiechnęłam się. Nie umknęło to uwadze moim przyjaciołom 
 -No, Hermiono. Wreszcie jesteś uśmiechnięta!- zawołał wesoło Harry.
 -Bo wreszcie jestem w Hogwarcie.- powiedziałam, szczerząc do niego zęby. Dalsza droga do Hogwartu przebiegła bardzo wesoło. Kiedy wreszcie znaleźliśmy się w Wielkiej Sali i usiedliśmy przy swoim stole, zabrzmiał głos Dyrektor McGonagall.
 -Witam wszystkich bardzo serdecznie! A w szczególności pierwszoklasistów. Mam ogromną nadzieję, że podoba Wam się nasza szkoła.- powiedziała. – Przejdźmy do formalności. Co roku z siódmych klas wybieramy po jednej osobie, która naszym zdaniem będzie godnie reprezentować swoje domy. Dla tych co nie wiedzą, nazywamy ich Prefektami Naczelnymi. Mają oni osobne dormitoria, mogą siedzieć i robić co tam chcą do 23. A więc tak Prefekt Naczelną Hufflepuffu w tym roku została Hanna Abbott. – zabrzmiały oklaski ze strony Puchonów.- Prefekt Naczelną Ravenclawu, Luna Lovegood!- tutaj zaś i Krukonów i Gryfonów. -Gryffindoru, Hermiona Granger!- uśmiechnęłam się, kątem oka zobaczyłam, na sobie wzrok pewnego Ślizgona. – A Slytherinu, Dracon Malfoy!- Większość dziewcząt zaczęła piszczeć, najgłośniej Pansy Parkinson.- Życzę wszystkim smacznego!- dokończyła, po czym wszyscy rzucili się na jedzenie. Spojrzałam na stół Ślizgonów, zobaczyłam złośliwy uśmiech Draco Malfoya, ale postanowiłam to zignorować.

Rozdział czwarty.

Nagle do mojego przedziału ktoś wszedł. Szybko poznałem, że to Zabini. Chyba się stęsknił za Hogwartem, bo zapewne dopiero wszedł do pociągu, a już ma na sobie szatę szkolną. 
-Draco! Ty tutaj? Nie powinieneś czasem mieć tego całego patrolu. W końcu jesteś prefektem naczelnym.- powiedział uśmiechając się złośliwie.
-Ta, to całkiem możliwe. A więc Cię pożegnam. – odpowiedziałem chłodno. Wstałem z fotela i wyszedłem z przedziału. Chciałem iść dalej gdy poczułem, że z kimś się zderzam.
-Uważaj jak leziesz. Oo, Granger.- moim oczom ukazała się ta wstrętna szlama. O dziwo wyglądała coś za ładnie jak na zwykłą córkę mugoli.
-Malfoy! To ty powinieneś uważać jak chodzisz! A teraz przepraszam, ale muszę pilnować czy wszystko jest w jak najlepszym porządku!- powiedziała trochę za chłodno jak na nią.
 -A no tak. Przecież jesteś Prefekt Naczelną. Co za zbieg okoliczności, ja też.- zobaczyłem jak wykrzywia twarz w dziwnym grymasie. 
–Granger, jak miło, że się cieszysz.- dodałem.
-Ty Prefektem Naczelnym?! Wolne żarty. Będę musiała porozmawiać o tym z Dyrektor McGonagall!- krzyknęła. 
-Oj, Granger. To jej decyzja nie Twoja. Skoro mnie wybrała to pewnie miała ku temu powody, albo chociaż kaprys. Nie powinnaś tego podważać. -odpowiedziałem jej obojętnym tonem. 
-Może i tak! Ale jak jej przedstawię argumenty dla których nie powinieneś być Prefektem Naczelnym, to od razu wybierze kogoś innego na Twoje miejsce. Na przykład tego całego Zabiniego.- odpowiedziała uparcie
.-Zabiniego?- spytałem wyraźnie zdziwiony
.-Tak, Zabiniego. Na imię ma chyba Blaise, tak? Mniejsza o jego imię. Wydaję się być inteligenty i odpowiedzialny. Więc czemu nie.- powiedziała, zobaczyłem, że kąciki jej ust podniosły się lekko ku górze.
-Tak nazywa się Blaise. I nie sądzę aby był odpowiedzialny. Bardzo dobrze go znam, i mówię Ci, że nie byłby lepszym kandydatem niż ja. Nawet nie wiesz co on wyprawia po 22.
-Nie obchodzi mnie to co robi po 22. Ważne żeby w trakcie i pomiędzy zajęciami dawał dobry przykład młodszym, Malfoy!- krzyknęła. 
-Nie krzycz tak, Granger. Cały pociąg Cię pewnie słyszy.- wysyczałem.
-I dobrze. Niech wszyscy wiedzą co myślę na twój temat.- powiedziała ewidentnie wpieniona i odeszła szybkim krokiem. Rozejrzałem się po pociągu nic złego i niepokojącego się nie działo, więc zawróciłem do swojego przedziału. Zobaczyłem Blaise’a czytającego jakąś książkę. Nie mogłem się powstrzymać od złośliwego komentarza.
-Czytasz?! Brawo, widzę, że robimy postępy! Ale nie sądzę, że to Ci pomoże podwyższyć IQ.- zaśmiałem się. 
-Tak, czytam. Kolejny raz porównujesz moje IQ ze swoim.. Wiesz może co się stało na korytarzu? Słyszałem jak ktoś się wydzierał.- odpowiedział, odkładając książkę na siedzenie obok. 
-Wpadłem na tą całą Granger, zaczęła wrzeszczeć- powiedziałem, siadając na przeciwko przyjaciela. 
-Bo Cię zobaczyła?- zapytał wyraźnie rozbawiony.
 -Ale śmieszne. Powiedziałem jej, że zostałem Prefektem Naczelnym, nie była tym zachwycona.
-Co się dziwisz? Przecież wiesz, że prefekci Slytherinu i Gryffindoru zawsze mają razem dyżury. Pewnie wiedziała, że skoro jesteś Prefektem Naczelnym, będziesz musiał codziennie z nią spacerować.- wymamrotał.
-No tak! Zapomniałem o tym. Codziennie? Z tą szlamą? To będzie koszmarny rok.- powiedziałem rozzłoszczony. 
[***]
 Cały rok zapowiadał się wyśmienicie. Gdy tu nagle Malfoy na mnie wpada i ogłasza, że jest Prefektem Naczelnym! Będziemy musieli ze sobą dyżurować. Jak ja to zniosę? Sprawdziłam dokładnie każdy zakątek pociągu, sprawdzając czy wszystko jest jak w najlepszym porządku. Zawróciłam do swojego przedziału, gdy nagle ZNÓW na kogoś wpadłam. Modliłam się, żeby to znowu nie był Malfoy.Na szczęście, osobą z którą się zderzyłam była Luna, której nie widziałam od jakichś dwóch miesięcy.
-Luna! To ty! Cześć!- krzyknęłam radośnie, rzucając się jej na szyję.
-Witaj, Hermiono. Zaraz mnie udusisz.- wysapała Luna. Nie zmieniła się za bardzo.
-O tak, przepraszam!- powiedziałam, po czym ją puściłam. -Co robiłaś w tym przedziale?- spytałam zaciekawiona.
-Jacyś drugoklasiści bawili się różdżkami. A przecież jeszcze nie jesteśmy w Hogwarcie. Musiałam im zwrócić uwagę.- uśmiechnęła się.
-Słusznie.- powiedziałam -Chodźmy już do reszty.- dodałam, uśmiechając się, że bierze na serio zadanie bycia Prefektem.
-Okej.- odpowiedziała wesoło. Kiedy weszliśmy do naszego przedziału, wszyscy powitali Lunę i mnie uśmiechami. Zauważyłam też, że Neville dość dziwnie patrzy na moją towarzyszkę..