Następnego dnia obudziłem się w dość kiepskim humorze. Za trzydzieści minut mam eliksiry, i to w dodatku dwie lekcję pod rząd. Ale to nic w porównaniu z tym, że mamy je z Gryfonami. Nie znoszę Gryfonów, w szczególności Pottera, Weasleya i.. Granger. Zawsze są tacy weseli, mili dla PRAWIE każdego. Jak oni tak mogą.. Po wstaniu z łóżka skierowałem się do łazienki. Szybko wszedłem pod prysznic. Po wyjściu z pod prysznica owinąłem się ręcznikiem w pasie i skierowałem do umywalki. Przemyłem twarz. Nałożyłem żel na włosy i zdałem sobie sprawę z tego jak świetnie wyglądam. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Wyszedłem z łazienki. Skierowałem się w stronę szafy, wyjąłem swoją najlepszą koszulę i czarne spodnie. Założyłem je powoli po czym stwierdziłem, że jestem gotowy na zajęcia. Kiedy znalazłem się pod salą, prawie wszyscy już tam byli. Wtedy zauważyłem ją.. Wyglądała inaczej niż zwykle. Ona wyglądała… ŁADNIE. Po raz pierwszy zdałem sobie sprawę z tego, że Granger jest dziewczyną. Zawsze miałem ją za wroga. Draco, ona nadal jest twoim wrogiem, kumpluje się z Potterem pomyślałem. Gdyby ojciec żył i dowiedział się co teraz myślę dałby mi po twarzy. Draco to szlama, zapomnij..
[***]
Mimo iż pierwszą lekcję miałam ze Snape’em i ze Ślizgonami byłam wesoło. Nie mam zamiaru pozwolić im wszystkim popsuć mi dnia. Byłam pod klasą chyba jakieś dwadzieścia minut niż wszyscy. Przeglądałam podręcznik. Nie wiedziałam ile czasu minęło, gdy nagle zauważyłam, że inni już przyszli. A więc byli już chyba prawie wszyscy. Zaraz.. nie było Malfoya.. Co mnie obchodzi Malfoy?!, powiedziałam do siebie w myślach. Cieszyłabym się gdyby nie przyszedł bo miałabym święty spokój. Nagle zobaczyłam, że zza tłumu wyłania się jakaś jasna czupryna. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że to właśnie Malfoy. Ewidentnie się na mnie gapił. Chwila, chwila… on się uśmiechał. Chyba zobaczył, że go widzę i od razu się odwrócił. Czekaliśmy jeszcze pięć minut zanim Snape zaszczycił nas swoją obecnością.
-Dzisiaj wyjątkowo odpuścimy sobie eliksiry.- powiedział chłodno kiedy już weszliśmy do jego lochów.
-To co będziemy robić?- spytał niepewnie Ron.
-Zobaczysz, Weasley.- wysyczał Snape. Skierował się w stronę swoje biurka, wyjął różdżkę i wyczarował jakieś zaklęcie. Nie byłam pewno co to za zaklęcie, ale na biurku pojawiła się niewielka miska, wypełniona jakimiś karteczkami.
-A więc, w ubiegłym roku wiele z Was bardzo mi przeszkadzało swoim gadaniem. Mam zamiar znaleźć Wam nowych sąsiadów.- uśmiechnął się złośliwie.- Każda dziewczyna ze Slytherinu wylosuje sobie jakiegoś Gryfona z którym usiądzie, a każda.. Gryfonka, Ślizgona. I tak będziecie musieli siedzieć do końca roku.- powiedział. Wszędzie było słychać falę protestu. Ja też nie byłam zadowolona..
-Cisza!-krzyknął Snape po czym w sali ucichło. – Kiedy wyczytam nazwisko którejś z Was. – skierował się do wszystkich dziewcząt. – To macie podejść i wylosować karteczkę. – dokończył.
-Zaczynamy zabawę..- szepnął do siebie. – Pansy Parkinson- powiedział, a do niego podeszła dziewczyna o mopsowatej twarzy szepcząc coś w stylu: Proszę Draco, proszę Draco. Nie udało jej się, wylosowała Deana Thomasa, który raczej nie był zachwycony. Zaśmiałam się, ale na szczęście nikt tego nie zauważył. Zamyśliłam się, a co jeśli wylosuje.. Malfoya. Chyba bym się załamała. Nagle usłyszałam głos Snape'a.
-Panna Granger.- powiedział z pogardą. Podeszłam do miski, kątem oka zobaczyłam, że z Malfoyem już ktoś siedzi. Ucieszyłam się i wyciągnęłam karteczkę na której pisało Blaise Zabini.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz