Łączna liczba wyświetleń

26 października 2012

Rozdział jedenasty

Jak on mógł mnie wygonić? Jeszcze wczoraj był dla mnie miły. Ech, Malfoy to Malfoy chyba faktycznie się nie zmieni. Postanowiłam przejść się na błonia było dosyć ciepło.  Usiadłam pod "moim" drzewem i zamknęłam oczy.
-Cześć.- usłyszałam dobrze znany mi głos. Otworzyłam oczy. Nie byłam zadowolona z tego widoku.
-Czego chcesz?- odparłam chłodno.
-Nie wiem, pogadać. - powiedział obojętnie Malfoy.
-Po co?
-No bo chcę Cię przeprosić! Jasne?! - krzyknął.
-Przeprosić?- wyjąkałam.
-Tak, przeprosić. Byłaś gościem Blaise'a, nie powinienem był Cię wyganiać.
-Słusznie. Skoro już przeprosiłeś to możesz iść. - powiedziałam chłodno. Nie posłuchał, usiadł koło mnie i przyglądał się niebu.
-Nie słyszałeś?- spytałam.
-Słyszałem, ale mam takie samo prawo do siedzenia tutaj co Ty. - odpowiedział, zabrzmiało to tak jakby nie mówił tego Malfoy, tylko jakaś zupełnie obca mi osoba.
-Ym, no dobra..
Siedzieliśmy w ciszy kilka sekund, ale dla mnie to była wieczność. Nagle Malfoy postanowił ją przerwać.
-O czym myślisz?- to pytanie wytrąciło mnie z tropu. O czym myślę? Chyba o niczym, nie zaraz..
-Zastanawiam się po co tu siedzisz. Koło mnie. Szlamy. - wykrztusiłam.
-Dobre pytanie. - odpowiedział wyraźnie zdziwiony.
-A Ty o czym myślisz?- spytałam ciekawa jego odpowiedzi.
-Po co tu siedzę. Obok Ciebie. CÓRKI MUGOLI. - powiedział spokojnie, podkreślając dwa ostatnie słowa.
-Aha. A czemu nie powiedziałeś "Szlamą"?
-Bo to mi się odwidziało.
-Co, tak nagle?- teraz to już naprawdę byłam zdezorientowana.
-Tak, tak nagle. - powiedział. - Może byśmy zakopali topór wojenny?- spytał.
-Co?
-To co słyszałaś. To jak będzie? Mam dość już takiego życia. Z Potterem i Weasley'em raczej się nie pogodzę. Ale z tobą mogę. Jesteś wyrozumiała, łatwo wybaczasz.
-Co? Skąd wiesz że łatwo wybaczam?- BUM, nie żyję. Czy on coś knuł? Pewności mieć nie mogłam.
-W sumie to nie wiem. Strzelam, że jesteś łaskawa. To co w końcu, wybaczysz mi?
-No nie wiem. Jakbym Ci wybaczyła to jeszcze Harry i Ginny by się na mnie wkurzyli. - powiedziałam.
-No tak. Zapomniałem, że jesteś zależna wyłącznie od nich i, że żadnej decyzji nie możesz podjąć sama. - zaśmiał się ponuro. Zdołowało mnie to.
-To nie prawda! Umiem podejmować różne decyzje samodzielnie!- krzyknęłam oburzona.
-Udowodnij.
-Jak?
-Dobrze wiesz jak.
-Dobrze. A więc Malfoy.. wybaczam Ci. - powiedziałam. Musiałam mu udowodnić, że potrafię myśleć samodzielnie!
-No, no. Nie spodziewałem się tego. Miło mi, Granger. - uśmiechnął się, był to lekki uśmiech, ale za to zupełnie przyjazny.
-Często tutaj przychodzisz?
-Dość często by wiedzieć, że ty tu często przychodzisz. -odparł.
-Tak, to miejsca pomaga mi się odstresować.
-Mnie tak samo. - w jakich to niby chwilach Malfoya zżera stres? -Blaise się na mnie obraził.
-Co? Czemu?- spytałam.
-Bo Cię wygoniłem z pokoju.
-Jak się dowie, że przeprosiłeś to mu przejdzie. - uśmiechnęłam się do niego. Kurde, po co?
-Mam nadzieję. - on również się uśmiechnął. -Ładnie wyglądasz.. -powiedział, wyglądał, że mówił poważnie.
-Co?!
-Wiesz ja już muszę iść. - powiedział. Wstał, skierował się w stronę szkoły i zniknął. A ja siedziałam jak głupia z rozdziawionymi ustami.

[***]
O patrzcie jak szybko napisałam kolejny rozdział! Yay! ^^ 

Rozdział dziesiąty

Lubiłem patrzeć jak Granger się rumieni. Niby zwykła szlama, ale jakąś satysfakcje  to dawało. Przez całe dwie godziny, Silver próbowała ciągnąć między nami jakąś rozmowę. Nie wychodziło jej to. Głównie rozmawiałem z Blaise'em, chociaż od czasu do czasu mówiłem coś do Granger. Po lekcje ktoś pociągnął  mnie za ramię. Okazało się, że to była Silver.
-Co?- spytałem wkurzony.
-Musimy pogadać.
-Co? Ale o czym?- nie wiedziałem o co jej może chodzić.
-Zobaczysz. Chodź na błonia!- powiedziała i pociągnęła mnie za rękę. Po kilku minutach byliśmy już na miejscu. Dopiero teraz zauważyłem jak strasznie jest gorąco.
-Jesteśmy, a więc o czym chciałaś pogadać?- spytałem chłodno.
-Tak właściwie to o niczym.. Chciałam Cię wyciągnąć na świeże powietrze. - powiedziała cicho. Pewnie się jej podobam, co się dziwić.
-Ale po co?- spytałem podchodząc bliżej.
-No bo wiesz.. ja.. lubię Cię. - powiedziała niepewnie.
-No i co w związku z tym?- odparłem znudzony.
-No.. nieważne!- krzyknęła, po czym pobiegła w stronę Hogwartu.
-To do zobaczenia jutro! - krzyknąłem za nią z drwiącym uśmieszkiem. Najwyraźniej to zobaczyła bo pokazała mi wulgarny znak. Zaśmiałem się sam do siebie.
Kiedy wszedłem do Pokoju Wspólnego zobaczyłem Blaise'a, nie był sam. Obok niego na kanapie siedziała.. Granger! Podszedłem do nich.
-Co do diabła ona tu robi?!- krzyknąłem.
-Hm, no nie wiem siedzi. - odpowiedział. Granger się zaśmiała. Spojrzałem na nią gniewnym wzrokiem.
-Wynoś się. - powiedziałem o wiele spokojniej niż powinienem.
-Malfoy, to nie jest tylko Twój pokój. - odpowiedziała swoim jakże mądrym tonem.
-Nie obchodzi mnie to. Nie chce mieć tutaj jakiejś córki mugoli.
-To już nie jestem szlamą? - spytała zdziwiona.
-Z charakteru zapewne jesteś. A teraz wynoś się.
-Dobra!- powiedziała wkurzona.
-Hermiono, nie musisz iść. - powiedział Blaise łapiąc ją za ramię.
-Nie. Pójdę, nie chcę przecież robić kłopotów, na razie Blaise. - powiedziała kierując się do wyjścia z pokoju.
-Dzięki stary! - powiedział ironicznie Blaise.
-Ale o co Ci chodzi?
-Wyrzuciłeś mojego gościa!
-Oj daj spokój. Że niby ona była  twoim gościem?
-Tak!- powiedział Blaise. Nim się obejrzałem zniknął za drzwiami dormitorium.
Pięknie, mój przyjaciel się na mnie obraził ponieważ wyprosiłem szlamę z naszego pokoju. Na jakim ja świecie żyje?

[***]
Dzisiaj krótko :<
Mam nadzieję, że się podoba. 

20 października 2012

Rozdział dziewiąty

Nie mogłam w to uwierzyć. Malfoy był dla mnie miły. Weszłam do swojego dormitorium po parę drobiazgów, jak szczoteczka do zębów, pasta, piżama. Wybierałam się do Łazienki Prefektów. Niegdy wprawdzie z niej nie korzystałam, ale słyszałam, że jest świetna i odpręża. Kiedy miałam już wszystko co było mi potrzebna, wyszłam i udałam się do łazienki. Oczywiście po drodze wiele portretów marudziło, że ich obudziłam. Zorientowałam się, że jestem już na miejscu. -Sosnowa świeżość.- powiedziałam, po czym wielkie drzwi się otworzyły. Byłam zdziwiona. Wiedziałam, że wanna będzie duża, ale żeby aż tak. Nie zastanawiając się dużej rozebrałam się, ubrania połozyłam blisko wanny, aby w razie czego mieć je pod ręką, i wskoczyłam do wanny. Woda była przyjemnie ciepła. 
[***]
 Miałem ochotę na jakąs orzeźwiającą kąpiel. Byłem trochę zmęczony, fakt, ale nie przeszkodziło mi to w dostaniu się do Łazienki Prefektów. Byłem tu już parę razy. Powiedziałem hasło i wszedłem. Moim oczom ukazała się jakaś piękna dziewczyna. To była Granger, na dodatek siedziała w tej wannie.. i to nago. Spojrzałam w moim kierunku. 
-Malfoy!- wrzasnęła, próbowała zakryć się pianą. – Co ty tu do diabła robisz? 
-Chciałem wziąść kąpiel. – powiedziałem, nie spuszczając z niej wzroku. Chyba to zauważyła, bo na jej twarzy pojawił się rumieniec. 
-A mógłbyś na chwilę wyjść, żebym mogła się ubrać?- spytała niepewnie.
 -Nie ma takiej potrzeby. Nie krępuj się. – uśmiechnąłem się do niej.
 -To chociaż się odwróć. – powiedziała. 
-Po co?- spytałem, zobaczyłem jej gniewne spojrzenie. – No dobra, już. – odwróćiłem się posłusznie. Usłyszałem chlup wody, najwidoczniej już wyszła z wanny. Teraz tylko czekać aż się ubierze. Kusiło mnie żeby się odwrócić, ale się powstrzymałem. 
-Już.- usłyszałem jej głos. Miała na sobie tylko jakąś białą koszulę, która sięgała do pół uda. Miała także mokre włosy, co dodawało jej uroku.
 -Okej. – odwróciłem się. – Byłaś już tu kiedyś? 
-Nie. To mój pierwszy raz. – odpowiedziała. 
-Pierwszy raz, powiadasz? – spytałem uśmiechając się, zrozumiała o co mi chodzi i ponownie się zarumieniła.
 -Nie taki pierwszy raz.. – wymamrotała. Spojrzała na mnie.
– Em, czemu jesteś w samym ręczniku?- spytała. 
-Daleko do łazienki nie mam, więc przyszedłem w ręczniku. – powiedziałem.
 -Ahm..- starała się nie patrzeć na mój tors, ale chyba jej się nie udało. 
-Rany, Granger, opanuj swoje dzikie rządze. – uśmiechnąłem się złośliwie.
 -Co?! -Widzę jak się na mnie gapisz. 
-Nie, ja wcale się na Ciebie nie gapię, Malfoy! Po prostu dziwi mnie to, że jesteś w tym durnym ręczniku. – powiedziała.
 -Co masz do ręczników? Mam go zdjąć? – uniosłem brwi ku górze. Nie odpowiadała, więc sięgnąłem ręką końca ręcznika i pociągnąłem.
-Ty idioto!- krzyknęła. 
-No co? Chyba nie myślałaś, że paraduję po Hogwarcie w samym ręczniku, z niczym pod spodem? – zaśmiałem się. Nieźle się zdziwiła kiedy zobaczyła moje zielone bokserki. 
-No w zasadzie.. myślałam. 
-Jak chcesz mogę zdjąć bokserki.. Ale wtedy ty też coś byś musiała ściągnąć. 
-Możesz pomarzyć, Malfoy. A teraz wybacz, ale już sobie pójdę. – powiedziała chłodno po czym poszła. Byłem pełen podziwu wytrzymałości Granger. Inna normalna dziewczyna już by się na mnie rzuciła, a ona wyszła.
 [***]
 Nie mogłam uwierzyć, że widziałam Malfoya prawie nagiego. Miał ładnie wyrzeźbiony brzuch. Boże, ale to jak mnie podpuścił było podłe! Kretyn.. Następnego dnia obudziłam się, odziwo, wypoczęta. Załatwiłam to co rano się załatwia. Pierwsze lekcje minęły dosyć spokojnie. Przez cały dzień Ron się do mnie nie odzywał. Co jakiś czas Harry i Ginny mówili mi, że to już niedługo mu przejdzie. Ale ja w to wątpiłam. Spojrzałam na plan.. Eliksiry.. Snape jak zwykle spóźniony. Usiadłam w ławca, lochy były prawie puste. Dopiero po jakichś trzech minutach inni uczniowie zaczęli się schodzić. Zobaczyłam Malfoya, tuż obok niego Blaise’a. Usiadł koło mnie i się uśmiechnął. 
-Cześć, Granger. – powiedział Malfoy po czym usiadł w ławce za nami. Silver już tam siedziała, wyglądała ładnie…
 -Cześć. – szepnął do niej Malfoy, ona tylko się uśmiechnęła i zatrzepotała rzęsami. 
-Dzisiaj będziecie pracować w czteroosobowych grupach.- powiedział Snape. Potem wybierał różne grupy. W końcu zostaliśmy tylko ja i Blaise oraz Malfoy i Silver. Nie lubiłam jej, jest nieuprzejma i arogancka. I na dodatek ładna.. O nie.. nie.. to chyba nie zazdrość? 
Mieliśmy przygotować jakiś eliksir, którego nie znałam. Raczej mało się udzielałam w przygotowywaniu go. Co jakiś czas zerkałam na Malfoya i Silver. Był w stosunka do niej chłody. Nie uśmiechał się do niej, tak jak do mnie. Zrobiło mi się cieplej i wzięłam się do pracy. Blaise widząc to uśmiechnął się do mnie, odwzajemniłam przykacielski gest. 
-Fajnie, że już Ci lepiej. – powiedział. 
-Tak. – dodał Malfoy. Czy on puścił do mnie oczko? Starałam się zakryć rumieńce, które wyskoczyły mi na twarzy. Kurde.. zauważył je, jakby na złość uśmiechnął się szeroko, pokazując swoje białe zęby. Zarumieniłam się jeszcze bardziej. Silver chyba też to zauważyła i zrobiła gniewną minę.
[***]
Okej, więc to tyle rozdziałów mam na razie. Dziesiąty pojawi się mam nadzieję, że prędko :) 

Rozdział ósmy

Podałam hasło, weszłam do Pokoju Wspólnego przejściem pod obrazem Grubej Damy. Zobaczyłam na kanapie trzy siedzące postacie, wiedziałam, że to moi przyjaciele. Poza nimi nikogo nie było. Podeszłam bliżej. 
-Cześć. -powiedziałam uśmiechając się. 
-O, hej.- odpowiedziała mi Ginny.
 -Gdzie byłaś?- spytał Ron. -W bibliotece. 
-No tak, zadaje głupie pytania. – zaśmiał się. – Nie nudzi Ci się tam tak samej?- spytał.
 -Nie, nie nudzi. Poza tym nie byłam sama. 
-Tak? A z kim byłaś?- spytał Ron, zaciekawiony i zdziwiony zarazem. 
-Z Blaise’em..- wyszeptałam.
 -Co?! Z Zabinim? – krzyknął wstając z kanapy.
-On ma imię, Ron. – powiedziałam spokojnie. – Jest miły całkiem fajny. 
-Nie obchodzi mnie to! Nie mogę uwierzyć, że wałęsasz się po zamku z naszym wrogiem! 
-Wrogiem? On nie jest naszym wrogiem.. przynajmniej moim! Poza tym nie wałęsam się po zamku. Siedzieliśmy tylko w bibliotece! – nerwy mi puściły.
 -Jest przyjacielem Malfoya, to chyba oczywiste, że jest naszym wrogiem! Skoro wolisz go od Nas  to radzę Ci żebyś się do mnie nie odzywała. -zabrzmiało to tak jakbym miała wybierać pomiędzy nim a Blaise’em.
-Wcale nie! To, że Malfoy jest naszym wrogiem, nie oznacza, że Blaise też! Jak już wspomniałam jest miły, fajny i I-N-T-E-L-I-G-E-N-T-N-Y, czego Ci najwyraźniej brakuje!- po chwili pożałowałam tych słów. 
-Ach, tak. A Wy co o tym sądzicie? – zwrócił się do Harry’ego i Ginny. 
-Wiesz.. my też nie lubimy Blaise’a, ale to nie powód żeby wyżywać się na Hermionie. – powiedział Harry.
 -Dziękuję. – byłam zadowolona, że Harry rozumie, natomiast Ron najwidoczniej nie.. 
-Jasne.. – wymamrotał, po czym skierował się w stronę dormitoria chłopców. Nie zapomniał przy tym trzasnąć drzwiami.
 -Pięknie.- szpenęłam.
 -Nie przejmuj się. Pewnie jutro nawet nie będzie tego pamiętał. Przejdzie mu, zobaczysz.- pocieszała mnie Ginny. 
-Nie chcę! Z tego co zrozumiałam nie jesteśmy już z Ronem przyjaciółmi. – mruknęłam. Wybiegłam z Pokoju Wspólnego. Chciało mi się płakać. Na błoniach byłos dosyć ciemno. Gwiazdy ślicznie iskrzyły się na niebie. Skierowałam się do pobliskiego drzewa. Usiadłam pod nim. Zakryłam twarz dłońmi i rozpłakałam się. Nagle usłyszałam czyjś głos. 
[***]
 Siedziałem w jednym z foteli w Pokoju Wspólnym Slytherinu. Nie wiedziałem która konkretnie jest godzina. Było tu całkiem tłoczno, ale na szczęście w pobliżu nie było żadnej Parkinson. Blaise coś długo nie wracał. Całował się z tą całą Granger, czy może coś więcej.. nie obchodzi mnie to, niech robi z nią co chce. Nagle usłyszałem jak ściana wejściowa się porusza. Zobaczyłem uśmiechniętego Blaise’a. 
-Jak było na randce? – spytałem z drwiącym uśmieszkiem. 
-To nie była randka. Byliśmy tylko w bibliotece. – odpowiedział spokojnie. 
-Tak, tak.. Co Wy tam właściwie robiliście?- spytałem nie wiedząć po co. 
-Głównie czytaliśmy jakieś książki, jak to bywa w bibliotece. No i gadaliśmy. -odpowiedział, nadal na jego twarzy widniał uśmiech. 
– A Ty co? Nie na swojej nocnej przechadzce? -spytał. 
-Na jakiej prze..- dopiero po chwili zorientowałem się o co mu chodzi. – Czekałem na Ciebie, żeby być pewnym, że Granger Cię niczym nie zaraziła. 
-Och, Dracusiu, martwisz się o mnie. – powiedział naśladując głos Pansy. Oboje parsknęliśmy śmiechem.
 -Okej, to ja idę. – powiedziałem. Wyszedłem na błonia. Kierowałem się w kierunku drzewa pod którym zazwyczaj siedziałem. Zauważyłem pod nim postać. Była to najprawdopodobniej dziewczyna.. tak, zdecydowanie była to dziewczyna.. zaraz, to była Granger! Czy ona płacze? Podszedłem bliżej.
 -Ej, Granger. Co ty tu robisz o tej porze? – spytałem obojętnym tonem.
 -M-Malfoy! A ty c-co tu robisz? 
-Spaceruje. – spojrzała na mnie. – Źle wyglądasz, ale chyba to nie nowość. 
-N-nie mam ochoty na t-twoje docinki, M-malfoy. – wykrztusiła. Ledwo dało się ją zrozumieć.
 -Ehm.. czemu płaczesz?- Po co ja o to pytałem? 
-P-pokłóciłam się z R-Ronem. Ale nie s-sądzę, że to powinna C-cię intersować. 
-Ee, masz. Wytrzyj nos. – podałem jej chustkę, którą dostałem od matki. Nie żałowałem tej decyzji.. i tak nie lubiłem tej ścierki. Posłusznie ją wzięła, po czym przetarla twarz. Wyglądała trochę lepiej.
 -Dzięki. – powiedziała już normalnym głosem. – Ale właściwie czemu mi ją dałeś?- spytała. Nie znałem konkretnej odpowiedzi na to pytanie. 
-Była pod ręką, no i ty płakałaś, więc pomyślałem, hmm, czemu nie. – odpowiedziałem po czym uśmiechnąłem się. Nie był to sztuczny uśmiech. Było to szczery, ciepły uśmiech. Rzadko kiedyś kogoś nim obdarowywuje. Granger więc może czuć się wyróżniona..
 -Em, a czemu jesteś dla mnie miły? – spytała, najwyraźniej nie wiedziała co powiedzieć.
 -Sam się nad tym zastanawiam. – odpowiedziałem jej. – Ee, o co pokłóciłaś się z Weasley’em?-spytałem.
 -Nie podoba mu się, że spędziłam dzisiejszy dzień z Blaise’em. – powiedziała cicho. 
-Aha, rozumiem..- tak naprawdę nie rozumiałem, no cóż..
 -Wiesz co ja chyba będę się zbierać. 
-O, szkoda.. 
-Co? Czemu?- spytała zdziwiona. 
-A nic.. Bo gdybyś została mogłabyś przeżyć noc o jakiej Ci się nie śniło. – uśmiechnąłem się szelmowsko. Nie spodziewałem się, że potrafię to zrobić do osoby pokroju Granger. 
-Ha, ha, ha, nie, dzięki. Cześć! – powiedziała po czym się oddaliła do zamku. Stałem tam jeszcze jakieś pięć minut po czym również skierowałem się w stronę szkoły.

Rozdział siódmy

Mogło być dużo gorzej. Szczerze współczułem Blaise’owi, na jego miejscu bym protestował, ale on oczywiście musiał jej podać rękę z szerokim uśmiechem. Z tego całego zamieszania zapomniałem jak nazywa się moja nowa sąsiadka. 
-Jak masz na imię?- spytałem obojętnie blondwłosą Gryfonkę.
-A co? Już zapomniałeś?- spytała złośliwie. Byłem zdziwiony, wyglądała na zwykłą nieśmiałą dziewczynę, która nigdy na nikogo się nie złości.
 -Tak jakby.- powiedziałem. 
-Bywa. Będziesz musiał sobie poradzić z wołaniem do mnie: Ej, ty!- odpowiedziała teraz już spokojnie.
-Skoro to Ci odpowiada.- odwróciłem się w stronę Snape. Jakby nie patrzeć ta „Ej, ty” jest całkiem ładna. Długie blond włosy, zielone oczy, szczupła.. Nagle moje spojrzenie przeniosło się na kogoś innego, na Granger. Widziałem jak śmieje się, najwidoczniej jest zadowolona ze współpracy z Blaise’em. Oczywiście Blaise nie był jej dłużny, też szczerzył zęby.. Zaraz, zaraz.. chyba z nią flirtował.. Draco co Cię to interesuje, pomyślałem. 
-Ej, ty!- zawołałem za blonwłosą kiedy wychodziliśmy z lochów.
-Co?!- krzyknęła. -To powiesz mi jak masz na imię?- spytałem z szelmowskim uśmiechem. 
-Silver.- powiedziała podają mi rękę. 
-Draco.- odwzajemniłem gest. Trzymaliśmy się za ręce dłużej niż to było konieczne, ale o to mi chodziło.
-To.. do zobaczenia jutro. -powiedziała Silver po czym uciekła w stronę dormitorium. Szedłem sobie spokojnie, gdy nagle ktoś zakrywa mi oczy dłońmi. 
-Zgadnij kto to, Dracusiu!- usłyszałem. Byłem pewny, że to nie Pansy. Odwróciłem się i zobaczyłem Blaise’a. 
-Ależ z Ciebie kawalarz, Blaise.- powiedziałem złośliwie.
 -Tak,tak. A teraz gadaj jak się siedzi z tą całą.. no.. jak jej tam?- spytał. 
-Silver.- powiedziałem obojętnie.
 -Silver..Silver..Chyba całkiem ładne imię.- powiedział śmiejąc się.
 -No. Nie tylko imię ładne..- odpowiedziałem szturchając go w ramię. 
-A jak tam się siedzi z Granger?- dodałem. 
-Świetnie!- powiedział uśmiechając się. -Znaczy może być.- dodał szybko widząc moją zdziwioną minę
 -Blaise..-zacząłem, ale nie dane mi było skończyć. Obok przeszła Granger. Blaise wymruczał coś do niej ona oddaliła się kilka kroków. 
-Później pogadamy. Ja teraz lecę do biblioteki.- powiedział po czym odszedł do Gryfonki i najprawdopodobniej razem poszli do biblioteki. Gapiłem się na nich jak idiota. Nagle zobaczyłem, że Granger się odrwaca i patrzy prosto na mnie. Uśmiechnęła się… 
[***] 
Nie przypuszczałam, że z którymkolwiek Ślizgonem będzie się tak przyjemnie rozmawiało. Blaise przypadkowo pomylił składniki (nawet trzecioklasiści by tego nie pomylili) i nie wiem czemu zaczęłam się śmiać. Najwidoczniej mój śmiech zaraził Zabiniego i on również wybuchł śmiechem. 
-Nie ma nic śmiesznego w myleniu składników!- warknął do nas Snape- Gryffindor i Slytherin tracą po pięć punktów!- dodał łagodniejszym tonem. 
-Nie przejmuj się do tylko pięć punktów. – powiedział Blaise puszczając do mnie perskie oko. Zarumieniłam się, robiłam wszystko żeby on tego nie zauważył. 
-Tak, wiem. – odpowiedziałam uśmiechając się. Kiedy wyszłam z klasy Snape’a, minęłam Malfoya i Blaise’a jak o czymś rozmawiali. Przeszłam koło nich kiedy nagle Blaise coś do mnie powiedział.
 -Zaczekaj, razem pójdziemy do biblioteki.- powiedział mi do ucha. Oddaliłam się kilka metrów dalej i obserwowałam obu Ślizgonów. Zabini powiedział coś szybko Malfoy’owi, po czym odwrócił się w moją stronę i podchodził bliżej.
 -To co idziemy?- spytał wesoło.
 -Tak jest.- odpowiedziałam szczerząc zęby. Oddalając spojrzałam się za siebie. Malfoy cały czas tam stał. Hmm, uśmiechnęłam się do niego po czym wciągnęłam się w rozmowę z Blaise’em.

Rozdział szósty

Następnego dnia obudziłem się w dość kiepskim humorze. Za trzydzieści minut mam eliksiry, i to w dodatku dwie lekcję pod rząd. Ale to nic w porównaniu z tym, że mamy je z Gryfonami. Nie znoszę Gryfonów, w szczególności Pottera, Weasleya i.. Granger. Zawsze są tacy weseli, mili dla PRAWIE każdego. Jak oni tak mogą.. Po wstaniu z łóżka skierowałem się do łazienki. Szybko wszedłem pod prysznic. Po wyjściu z pod prysznica owinąłem się ręcznikiem w pasie i skierowałem do umywalki. Przemyłem twarz. Nałożyłem żel na włosy i zdałem sobie sprawę z tego jak świetnie wyglądam. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Wyszedłem z łazienki. Skierowałem się w stronę szafy, wyjąłem swoją najlepszą koszulę i czarne spodnie. Założyłem je powoli po czym stwierdziłem, że jestem gotowy na zajęcia. Kiedy znalazłem się pod salą, prawie wszyscy już tam byli. Wtedy zauważyłem ją.. Wyglądała inaczej niż zwykle. Ona wyglądała… ŁADNIE. Po raz pierwszy zdałem sobie sprawę z tego, że Granger jest dziewczyną. Zawsze miałem ją za wroga. Draco, ona nadal jest twoim wrogiem, kumpluje się z Potterem pomyślałem. Gdyby ojciec żył i dowiedział się co teraz myślę dałby mi po twarzy. Draco to szlama, zapomnij..
 [***]
 Mimo iż pierwszą lekcję miałam ze Snape’em i ze Ślizgonami byłam wesoło. Nie mam zamiaru pozwolić im wszystkim popsuć mi dnia. Byłam pod klasą chyba jakieś dwadzieścia minut niż wszyscy. Przeglądałam podręcznik. Nie wiedziałam ile czasu minęło, gdy nagle zauważyłam, że inni już przyszli. A więc byli już chyba prawie wszyscy. Zaraz.. nie było Malfoya.. Co mnie obchodzi Malfoy?!, powiedziałam do siebie w myślach. Cieszyłabym się gdyby nie przyszedł bo miałabym święty spokój. Nagle zobaczyłam, że zza tłumu wyłania się jakaś jasna czupryna. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że to właśnie Malfoy. Ewidentnie się na mnie gapił. Chwila, chwila… on się uśmiechał. Chyba zobaczył, że go widzę i od razu się odwrócił. Czekaliśmy jeszcze pięć minut zanim Snape zaszczycił nas swoją obecnością.
 -Dzisiaj wyjątkowo odpuścimy sobie eliksiry.- powiedział chłodno kiedy już weszliśmy do jego lochów.
 -To co będziemy robić?- spytał niepewnie Ron.
 -Zobaczysz, Weasley.- wysyczał Snape. Skierował się w stronę swoje biurka, wyjął różdżkę i wyczarował jakieś zaklęcie. Nie byłam pewno co to za zaklęcie, ale na biurku pojawiła się niewielka miska, wypełniona jakimiś karteczkami. 
-A więc, w ubiegłym roku wiele z Was bardzo mi przeszkadzało swoim gadaniem. Mam zamiar znaleźć Wam nowych sąsiadów.- uśmiechnął się złośliwie.- Każda dziewczyna ze Slytherinu wylosuje sobie jakiegoś Gryfona z którym usiądzie, a każda.. Gryfonka, Ślizgona. I tak będziecie musieli siedzieć do końca roku.- powiedział. Wszędzie było słychać falę protestu. Ja też nie byłam zadowolona..
 -Cisza!-krzyknął Snape po czym w sali ucichło. – Kiedy wyczytam nazwisko którejś z Was. – skierował się do wszystkich dziewcząt. – To macie podejść i wylosować karteczkę. – dokończył. 
-Zaczynamy zabawę..- szepnął do siebie. – Pansy Parkinson- powiedział, a do niego podeszła dziewczyna o mopsowatej twarzy szepcząc coś w stylu: Proszę Draco, proszę Draco. Nie udało jej się, wylosowała Deana Thomasa, który raczej nie był zachwycony. Zaśmiałam się, ale na szczęście nikt tego nie zauważył. Zamyśliłam się, a co jeśli wylosuje.. Malfoya. Chyba bym się załamała. Nagle usłyszałam głos Snape'a.
 -Panna Granger.- powiedział z pogardą. Podeszłam do miski, kątem oka zobaczyłam, że z Malfoyem już ktoś siedzi. Ucieszyłam się i wyciągnęłam karteczkę na której pisało Blaise Zabini.

Rozdział piąty

Już za chwilę miałam ponownie usiąść przy stole Gryffinodru, w Wielkiej Sali. Ale nie to mnie tak uszczęśliwiało. Najbardziej cieszyłam się z tego, że już jutro rozpoczną się pierwsze lekcje. Tak, miałam zmienić swój wizerunek, ale to nie oznacza, że miałam znielubić lekcję i się mniej uczyć. Uwielbiam naukę i tak chyba będzie zawsze. Pociąg się zatrzymał. Wszyscy po kolei wysiedli. Nigdzie nie zauważyłam pojazdów, które ciągnęły testrale. Zobaczyłam na pobliskim wielkim jeziorze, małe łódki. Domyśliłam się, że to nimi mamy płynąć. Byłam rozczarowana, lubiłam jeździć powozami, które ciągnęły niewidoczne dla moich oczu stworzenia.
 -Hermiono, co tak stoisz? Wskakuj.- usłyszałam za swoimi plecami głos Rona.
 -Już.- wyszeptałam. Pośpiesznie weszłam do łódki, widziałam jak moi przyjaciele się niecierpliwią.
 -No wreszcie.- zaśmiała się Ginny, siadając obok mnie.
 -O czym tak myślisz?- spytała. 
-Ja? O niczym.- skłamałam. Tak naprawdę myślałam o pewnej ZŁEJ decyzji Dyrektor McGonagall. Jak ona mogła na Prefekta Naczelnego wybrać tego zarozumiałego, aroganckiego idiotę?! Słyszałam jak Harry, Ron, Ginny i cała reszta rozmawiają i śmieją się przy tym, ale ja nie miałam ochoty do nich dołączyć. . Byłam zbyt zła..
 [***]
Byłem zły. Ktoś blokował kolejkę do łódek. Pochyliłem się lekko i zobaczyłem, że to ta Granger. Stała jak słup. Miałem ochotę podejść do niej i powiedzieć żeby ruszyła ten swój tyłek, ale nie zrobiłem tego. Zauważyłem, że Weasley coś do niej mówi. To co powiedział najwyraźniej poskutkowało, bo od razu weszła do łódki. Nim się obejrzałem byłem na początku kolejki. Wszedłem do łódki i usiadłem. Blaise jak zwykle na przeciwko mnie. Usłyszałem jak ktoś coś krzyczy.
 -Dracusiu! Zajmij mi miejsce obok siebie!- to była Pansy. Dziewczyna która od początku nauki w Hogwarcie się do mnie klei. Nie lubiłem jej, często powtarzałem, że nic z tego nie będzie, ale ona nie dawała za wygraną. I tak jest do dzisiaj. Szybko wskoczyła do łódki i usiadła koło mnie, łapiąc mnie za ramię. Spojrzałem na Blaise’a, widziałem, że ewidentnie go to bawi. Chciałem już znaleźć się w swoim dormitorium, jak najdalej od Pansy.
 [***] 
Zauważyłam, że łódka się zatrzymała. Zrozumiałam, że jesteśmy już na miejscu. Ucieszyłam się i po raz pierwszy od wejścia do łódki uśmiechnęłam się. Nie umknęło to uwadze moim przyjaciołom 
 -No, Hermiono. Wreszcie jesteś uśmiechnięta!- zawołał wesoło Harry.
 -Bo wreszcie jestem w Hogwarcie.- powiedziałam, szczerząc do niego zęby. Dalsza droga do Hogwartu przebiegła bardzo wesoło. Kiedy wreszcie znaleźliśmy się w Wielkiej Sali i usiedliśmy przy swoim stole, zabrzmiał głos Dyrektor McGonagall.
 -Witam wszystkich bardzo serdecznie! A w szczególności pierwszoklasistów. Mam ogromną nadzieję, że podoba Wam się nasza szkoła.- powiedziała. – Przejdźmy do formalności. Co roku z siódmych klas wybieramy po jednej osobie, która naszym zdaniem będzie godnie reprezentować swoje domy. Dla tych co nie wiedzą, nazywamy ich Prefektami Naczelnymi. Mają oni osobne dormitoria, mogą siedzieć i robić co tam chcą do 23. A więc tak Prefekt Naczelną Hufflepuffu w tym roku została Hanna Abbott. – zabrzmiały oklaski ze strony Puchonów.- Prefekt Naczelną Ravenclawu, Luna Lovegood!- tutaj zaś i Krukonów i Gryfonów. -Gryffindoru, Hermiona Granger!- uśmiechnęłam się, kątem oka zobaczyłam, na sobie wzrok pewnego Ślizgona. – A Slytherinu, Dracon Malfoy!- Większość dziewcząt zaczęła piszczeć, najgłośniej Pansy Parkinson.- Życzę wszystkim smacznego!- dokończyła, po czym wszyscy rzucili się na jedzenie. Spojrzałam na stół Ślizgonów, zobaczyłam złośliwy uśmiech Draco Malfoya, ale postanowiłam to zignorować.

Rozdział czwarty.

Nagle do mojego przedziału ktoś wszedł. Szybko poznałem, że to Zabini. Chyba się stęsknił za Hogwartem, bo zapewne dopiero wszedł do pociągu, a już ma na sobie szatę szkolną. 
-Draco! Ty tutaj? Nie powinieneś czasem mieć tego całego patrolu. W końcu jesteś prefektem naczelnym.- powiedział uśmiechając się złośliwie.
-Ta, to całkiem możliwe. A więc Cię pożegnam. – odpowiedziałem chłodno. Wstałem z fotela i wyszedłem z przedziału. Chciałem iść dalej gdy poczułem, że z kimś się zderzam.
-Uważaj jak leziesz. Oo, Granger.- moim oczom ukazała się ta wstrętna szlama. O dziwo wyglądała coś za ładnie jak na zwykłą córkę mugoli.
-Malfoy! To ty powinieneś uważać jak chodzisz! A teraz przepraszam, ale muszę pilnować czy wszystko jest w jak najlepszym porządku!- powiedziała trochę za chłodno jak na nią.
 -A no tak. Przecież jesteś Prefekt Naczelną. Co za zbieg okoliczności, ja też.- zobaczyłem jak wykrzywia twarz w dziwnym grymasie. 
–Granger, jak miło, że się cieszysz.- dodałem.
-Ty Prefektem Naczelnym?! Wolne żarty. Będę musiała porozmawiać o tym z Dyrektor McGonagall!- krzyknęła. 
-Oj, Granger. To jej decyzja nie Twoja. Skoro mnie wybrała to pewnie miała ku temu powody, albo chociaż kaprys. Nie powinnaś tego podważać. -odpowiedziałem jej obojętnym tonem. 
-Może i tak! Ale jak jej przedstawię argumenty dla których nie powinieneś być Prefektem Naczelnym, to od razu wybierze kogoś innego na Twoje miejsce. Na przykład tego całego Zabiniego.- odpowiedziała uparcie
.-Zabiniego?- spytałem wyraźnie zdziwiony
.-Tak, Zabiniego. Na imię ma chyba Blaise, tak? Mniejsza o jego imię. Wydaję się być inteligenty i odpowiedzialny. Więc czemu nie.- powiedziała, zobaczyłem, że kąciki jej ust podniosły się lekko ku górze.
-Tak nazywa się Blaise. I nie sądzę aby był odpowiedzialny. Bardzo dobrze go znam, i mówię Ci, że nie byłby lepszym kandydatem niż ja. Nawet nie wiesz co on wyprawia po 22.
-Nie obchodzi mnie to co robi po 22. Ważne żeby w trakcie i pomiędzy zajęciami dawał dobry przykład młodszym, Malfoy!- krzyknęła. 
-Nie krzycz tak, Granger. Cały pociąg Cię pewnie słyszy.- wysyczałem.
-I dobrze. Niech wszyscy wiedzą co myślę na twój temat.- powiedziała ewidentnie wpieniona i odeszła szybkim krokiem. Rozejrzałem się po pociągu nic złego i niepokojącego się nie działo, więc zawróciłem do swojego przedziału. Zobaczyłem Blaise’a czytającego jakąś książkę. Nie mogłem się powstrzymać od złośliwego komentarza.
-Czytasz?! Brawo, widzę, że robimy postępy! Ale nie sądzę, że to Ci pomoże podwyższyć IQ.- zaśmiałem się. 
-Tak, czytam. Kolejny raz porównujesz moje IQ ze swoim.. Wiesz może co się stało na korytarzu? Słyszałem jak ktoś się wydzierał.- odpowiedział, odkładając książkę na siedzenie obok. 
-Wpadłem na tą całą Granger, zaczęła wrzeszczeć- powiedziałem, siadając na przeciwko przyjaciela. 
-Bo Cię zobaczyła?- zapytał wyraźnie rozbawiony.
 -Ale śmieszne. Powiedziałem jej, że zostałem Prefektem Naczelnym, nie była tym zachwycona.
-Co się dziwisz? Przecież wiesz, że prefekci Slytherinu i Gryffindoru zawsze mają razem dyżury. Pewnie wiedziała, że skoro jesteś Prefektem Naczelnym, będziesz musiał codziennie z nią spacerować.- wymamrotał.
-No tak! Zapomniałem o tym. Codziennie? Z tą szlamą? To będzie koszmarny rok.- powiedziałem rozzłoszczony. 
[***]
 Cały rok zapowiadał się wyśmienicie. Gdy tu nagle Malfoy na mnie wpada i ogłasza, że jest Prefektem Naczelnym! Będziemy musieli ze sobą dyżurować. Jak ja to zniosę? Sprawdziłam dokładnie każdy zakątek pociągu, sprawdzając czy wszystko jest jak w najlepszym porządku. Zawróciłam do swojego przedziału, gdy nagle ZNÓW na kogoś wpadłam. Modliłam się, żeby to znowu nie był Malfoy.Na szczęście, osobą z którą się zderzyłam była Luna, której nie widziałam od jakichś dwóch miesięcy.
-Luna! To ty! Cześć!- krzyknęłam radośnie, rzucając się jej na szyję.
-Witaj, Hermiono. Zaraz mnie udusisz.- wysapała Luna. Nie zmieniła się za bardzo.
-O tak, przepraszam!- powiedziałam, po czym ją puściłam. -Co robiłaś w tym przedziale?- spytałam zaciekawiona.
-Jacyś drugoklasiści bawili się różdżkami. A przecież jeszcze nie jesteśmy w Hogwarcie. Musiałam im zwrócić uwagę.- uśmiechnęła się.
-Słusznie.- powiedziałam -Chodźmy już do reszty.- dodałam, uśmiechając się, że bierze na serio zadanie bycia Prefektem.
-Okej.- odpowiedziała wesoło. Kiedy weszliśmy do naszego przedziału, wszyscy powitali Lunę i mnie uśmiechami. Zauważyłam też, że Neville dość dziwnie patrzy na moją towarzyszkę..

Rozdział trzeci

W szybkim tempie udałam się do najbliższego przystanku autobusowego. Sprawdziłam rozkład jazdy, żeby mieć pewność, że autobus jedzie prosto na King Kross. Miałam szczęście. Autobus miał przyjechać za 7 minut, i jechał właśnie na King Kross, bez żadnych postojów. Ucieszyłam się. Usiadłam na małej ławeczce przy przystanku i spokojnie czekałam na autobus. Byłam bardzo cierpliwą osobą, więc nie przejmowałam się tym, że spóźnił się parę minut. Kiedy zajęłam wygodne miejsce, zrobiło mi się wesoło. Tym razem ta radość przeważała nad smutkiem, o wiele bardziej. Chciałam wreszcie zobaczyć te wszystkie znajome twarze. Uściskać wszystkich na których mi zależało. Nim się obejrzałam byłam już na King Kross. Znalazłam szybko barierkę przez którą dostawałam się co roku do Platformy 9 i 3/4. Poszłam trzy kroki do tyłu, upewniłam się, że nikt się na mnie nie patrzy i zaczęłam biec w stronę marmurowej ściany. Po kilku sekundach byłam już na Platformie. Było strasznie tłoczno. Gdzie się nie obejrzałam, każdy się żegnał z rodziną. Nie myślałam o tym. Skierowałam się w stronę wejściu do pociągu i weszłam. Szłam, szukając przedziału zajmowanego zawsze przeze mnie i moich przyjaciół. Kiedy znalazłam się tuż przy szybie właśnie tego przydziału wzięłam głęboki oddech. Weszłam, wszyscy już siedzieli.
 -Cze…- nim zdążyłam dokończyć to słowo, wszyscy rzucili mi się na szyję. Najpierw Neville, potem Harry, Ron, no i oczywiście Ginny. Podczas duszenia mnie żadne z nich nie odezwało się ani słowem. Dopiero jak usiadłam Ginny zaczęła rozmowę.
 -Jak tam Ci się udały wakacje, Hermiono?- spytała radośnie. 
-Nie było źle. Mogłam od was odpocząć przynajmniej przez te niecałe 2 miesiące. –zaśmiałam się. 
-Tak my Ciebie też kochamy, Hermiono- powiedział Ron, po czym wszyscy wybuchliśmy śmiechem. -A Wy jak spędziliście wakacje?- spytałam, zerkając to
 na jedno, to na drugie, to na trzecie. 
-Było świetnie. Wakacje z Syriuszem były duże lepsze, niż z Dursley’ami- powiedział wniebowzięty Harry.
 -Nasze też normalnie.- powiedzieli równocześnie Ron i Ginny śmiejąc się. 
-A Ty Neville?- spytałam. U niego też zauważyłam zmianę. Wyglądał naprawdę dobrze. Jak młody, odważny mężczyzna. Wyobraziłam go sobie jak był na pierwszym roku. Ten krzywiutki uśmiech, zaczerwienione policzki. Tak, zdecydowanie wyglądał świetnie.
 -Uczyłem się zielarstwa.- powiedział. Dość nieśmiało jak na kogoś, kto kilka miesięcy temu zabił Nagini.
 -No tak. Już zapomniałam jak bardzo lubisz zielarstwo- powiedziałam. Uśmiechnął się. 
-Pociąg dziś wyjątkowo szybko jedzie. Jak nic za 10 minut będziemy.- powiedział Ron. 
-Tak, faktycznie.- wybąkałam. Dopiero teraz zauważyłam, że Luny nie ma z nami w przedziale.
 -Gdzie jest Luna?- spytałam zdziwiona. 
-To Ty nie wiesz? Została Prefektem Naczelnym Ravenclawu. Pewnie poszła na patrol.- powiedziała Ginny. No tak, zupełnie zapomniałam. Przecież ja też jestem Prefektem Naczelnym, tyle że Gryffindoru.
 -O rany. To ja chyba też powinna iść na ten patrol- wymruczałam pod nosem. Zdawało mi się, że nikt tego nie słyszał. Ale się myliłam wszyscy słyszeli
. -Tak Chyba tak.-powiedział Harry.
 -No to widzimy się później.- powiedziałam wszystkim machając, po czym wyszłam z przedziału.
{***]
Mega, mega krótki :) 

Rozdział drugi

Byłem wdzięczny Snape’owi, że przekonał McGonagall żebym mógł przyjechać do Hogwartu tydzień wcześniej. Wyjaśnił jej moją sytuację, choć nie musiał, wszyscy już wiedzieli. Matka w depresji, ojciec zginął, a co najważniejsze zginął przeze mnie. Ale o tym wiedziałem tylko ja. Matka myślała, że Voldemort wkurzył się, tak po prostu bez powodu, ale nie wiedziała, że on miał powód. Dyrektor McGonagall oczywiście się zgodziła, ale pod jednym warunkiem. Będę musiał pojechać na peron 9 i 3/4, żeby wszyscy myśleli, że przyjechałem prosto z domu. Przystanąłem na to. Leżałem w łóżku, we własnym dormitorium, bo oczywiście zostałem prefektem naczelnym Slytherinu. Właściwie o niczym nie myślałem, w mojej głowie panowała pustka i cisza. Szybko zasnąłem. Gdy się obudziłem była 7:00, może trochę po. Na peronie miałem być przed 9:00. Poszedłem do łazienki, wziąłem szybki prysznic. Kiedy wyszedłem z pod niego, owinąłem się ręcznikiem i podszedłem do umywalki. Przemyłem dokładnie twarz, jak tylko skończyłem tą czynność zacząłem układać włosy. Dobra fryzura sama z siebie, się nie zrobi. Po pięciu minutach ulizywania włosów stwierdziłem, że wyglądają na co najmniej 4 z plusem. Wyszedłem z łazienki, i skierowałem się w stronę szafy. Wyjąłem z niej mój rozpoznawalny czarny garnitur. Zakładałem go dość delikatnie, w końcu to był prezent, który dostałem od matki. Dziwiłem się jak ona dobrze mnie zna. Spojrzałem na zegarek, 8:15. Szybko się uwinąłem. Walizki spakowałem wczoraj, tak więc nie miałem już nic do roboty. Zszedłem szybkim krokiem PRZED Hogwart. Cieszyłem się, bo dyrektor pozwoliła mi polecieć miotłą. Nie wiedziałem gdzie mam schować walizki. Trochę mi zajęło zanim zorientowałem się, że McGonagall mówiła, że najlepiej gdzieś z boku miotły. Zrobiłem tak. Poszło całkiem łatwo. Wsiadłem na miotłę i nim się obejrzałem, leciałem nad pięknymi krajobrazami. Po mniej więcej 10 minutach, wiem całkiem szybko, byłem na miejscu. Na peronie było całkiem pusto, ale pociąg już czekał. Nie zastanawiając się wszedłem do niego. Szukałem przedziału, który zajmuję od w sumie to zawsze. Tak, był pusty, ucieszył mnie ten fakt. Zwłaszcza, że w pobliżu nie było żadnej Parkinson, która nie zawracałby mi głowy. Siedziałem tak w ciszy i spokoju, gdy nagle dobiegły mnie jakieś krzyki i śmiechy. No tak, pierwszoroczni, pomyślałem. Zawsze są tacy podekscytowani. Coraz bardziej mnie to wkurzało. Postanowiłem wyjść z przedziału i zobaczyć co konkretnie się dzieje. Miałem rację, banda pierwszoroczniaków bawiła się swoimi różdżkami. Trudno mi było w to uwierzyć, ale też kiedyś taki byłem, więc postanowiłem to zignorować i udawać, że nie słyszę. 
[***]
 Obudziłam się dosyć wcześnie, o 6:30. Postanowiłam poleżeć i nic nie robić. O niczym nie myśleć. No ale się nie udało. Zastanawiałam się nad tym o czym rodzice rozmawiali. I dlaczego to było takie tajne, że nie wyciągnęli tego tematu przy mnie? Czy oni się kłócą? Może chcą się rozwieść? To by było straszne. Ale nie, nie wyglądali jakby się wściekali na siebie.
 -Hermiono, nie myśl o tym.- powiedziałam sama do siebie. Potem nie wiedzieć czemu wybuchłam śmiechem. Czy ja zwariowałam? Nie byłam w stanie odpowiedzieć sobie na to pytanie. No bo jaki normalny człowiek wybucha bez powody śmiechem? Wstałam z łóżka, skierowałam się w stronę drzwi. Zeszłam na dół. Rodziców nie było ani w salonie, ani w kuchni. Może jeszcze śpią. Nie może, a na pewno! Jest dopiero 7:00. Podeszłam do stołu, leżały na nim trzy wielkie kanapki. Przecież tyle nie zjem, pomyślałam. Wzięłam tylko jedną. Przeżuwając ją udałam się do łazienki. Spojrzałam w lustro, i nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. Włosy miałam, no po prostu kiepskie. Stały mi jak na jakimś żelu. Odłożyłam końcówkę kanapki, która mi została na jakąś półkę. Wzięłam szczotkę no i się zaczęło. Nie mogłam ich rozczesać przez jakieś 10 minut. Co było dziwne, bo zazwyczaj nie miałam z tym problemu. Okej, byłam w miarę ogarnięta. Zobaczyłam, że na jednej z półek leżą kosmetyki mamy, kusiły, ale nie. Nie użyłam ich. Przecież Ginny ma własne, możemy się pomalować w pociągu, albo w Hogwarcie. Poszłam na górę do swojego pokoju. Wywaliłam na łóżko całą masę ciuchów. Z pośród tych wszystkich ubrań wybrałam jasne dżinsy i jakiś czerwony T-shirt. Sprawdziłam czy aby na pewno wszystko spakowałam do kufra. Tak było wszystko. Zostawiłam rodzicom karteczkę, że już wyszłam, żeby się nie martwili, że przecież znam drogę na King Kross. Kiedy tylko odłożyłam ją na stół, wybiegłam z domu..
[***]
Na na na, drugi rozdział. Wydaje mi się, że jest dłuższy, ale równie kiepski co poprzedni :) 

Rozdział pierwszy

Siedziałam na fotelu przy oknie czytając jakiś podręcznik i uzmysłowiłam sobie, że to już ostatni dzień wakacji. Już jutro miałam wrócić do Hogwartu. Cieszyłam się, ale smuciłam zarazem. Pewnie, chciałam się spotkać z Harrym, Ronem, Ginny i resztą naszej „bandy”, ale za każdym razem jak myślałam, że to ostatni rok nauki w tej szkole robiło mi się smutno. Miałam nadzieję, że nasze drogi nie rozejdą się tuż po ukończeniu jej. Brakowało by mi tych naszych przygód, rozmów i wspaniałego towarzystwa. Tak właściwie nie czytałam tej książki, tylko przeglądałam. Zastanawiałam się nad tym, czy by nie zmienić trochę swojego wizerunku. Ubierać się jak na młodą kobietę przystało, zacząć używać różnego rodzaju kosmetyków i mniej się uczyć. Boże, ja i NIE uczenie się? Zwariowałam. Z tym uczeniem to chyba nie wyjdzie, ale te dwie pierwsze rzeczy, może. Nagle usłyszałam z dołu mamę. 
-Hermiono, kolacja jest już gotowa!- wykrzyknęła. Odłożyłam książkę na parapet i pośpiesznie zeszłam na dół. Oczywiście rodzice czekali na mnie, o dziwo nie siedzieli przy stole, tylko stali i o czymś rozmawiali. Ciekawiło mnie o czym, ale nie wyciągałam tego tematu. Podeszłam do stołu, odsunęłam sobie krzesło i usiadłam. Zobaczyli że już usiadłam, więc zrobili to samo. Siedzieliśmy w ciszy, nie znoszę jej, kiedy nagle mam ją przerwała. 
-I jak tam? Cieszysz się, że wracasz do szkoły?- spytała wesoło. Nie wiedziałam co jej odpowiedzieć.
 -Tak, pewnie. Nie mogę się doczekać.- odpowiedziałam, po czym uśmiechnęłam się sztucznie. Mama nawet nie zauważyła, że udaję. Kiedy zjadłam już kolację odeszłam od stołu, bez słowa. Rodzicom to nie przeszkadzało, bo nie zwrócili na to uwagi. Kiedy wchodziłam na górę po schodach, usłyszałam szepty. Pewnie znowu wrócili do swojej rozmowy. Skierowałam się w stronę swojego pokoju, gdy tylko do niego weszłam rzuciłam się na łóżko. Mimo iż było bardzo wcześnie próbowałam zasnąć, ale nic. Sen nie przychodził. Postanowiłam posłuchać radia. Ustawiłam byle jaką stację, leciała jakaś ballada miłosna. Nim się obejrzałam oczy mi się zamknęły
[***] 
Pierwszy rozdział, bardzo, ale to bardzo zły :) Dawno temu napisany. Trzy razy już przenosiłam się z różnych stron.. TU ZOSTAJĘ NA ZAWSZE. A przynajmniej do końca tego "opowiadania" :) Mam jeszcze zapisane 8 rozdziałów w Wordzie, które wstawię za hmm.. chwilkę!