Podałam hasło, weszłam do Pokoju Wspólnego przejściem pod obrazem Grubej Damy. Zobaczyłam na kanapie trzy siedzące postacie, wiedziałam, że to moi przyjaciele. Poza nimi nikogo nie było. Podeszłam bliżej.
-Cześć. -powiedziałam uśmiechając się.
-O, hej.- odpowiedziała mi Ginny.
-Gdzie byłaś?- spytał Ron. -W bibliotece.
-No tak, zadaje głupie pytania. – zaśmiał się. – Nie nudzi Ci się tam tak samej?- spytał.
-Nie, nie nudzi. Poza tym nie byłam sama.
-Tak? A z kim byłaś?- spytał Ron, zaciekawiony i zdziwiony zarazem.
-Z Blaise’em..- wyszeptałam.
-Co?! Z Zabinim? – krzyknął wstając z kanapy.
-On ma imię, Ron. – powiedziałam spokojnie. – Jest miły całkiem fajny.
-Nie obchodzi mnie to! Nie mogę uwierzyć, że wałęsasz się po zamku z naszym wrogiem!
-Wrogiem? On nie jest naszym wrogiem.. przynajmniej moim! Poza tym nie wałęsam się po zamku. Siedzieliśmy tylko w bibliotece! – nerwy mi puściły.
-Jest przyjacielem Malfoya, to chyba oczywiste, że jest naszym wrogiem! Skoro wolisz go od Nas to radzę Ci żebyś się do mnie nie odzywała. -zabrzmiało to tak jakbym miała wybierać pomiędzy nim a Blaise’em.
-Wcale nie! To, że Malfoy jest naszym wrogiem, nie oznacza, że Blaise też! Jak już wspomniałam jest miły, fajny i I-N-T-E-L-I-G-E-N-T-N-Y, czego Ci najwyraźniej brakuje!- po chwili pożałowałam tych słów.
-Ach, tak. A Wy co o tym sądzicie? – zwrócił się do Harry’ego i Ginny.
-Wiesz.. my też nie lubimy Blaise’a, ale to nie powód żeby wyżywać się na Hermionie. – powiedział Harry.
-Dziękuję. – byłam zadowolona, że Harry rozumie, natomiast Ron najwidoczniej nie..
-Jasne.. – wymamrotał, po czym skierował się w stronę dormitoria chłopców. Nie zapomniał przy tym trzasnąć drzwiami.
-Pięknie.- szpenęłam.
-Nie przejmuj się. Pewnie jutro nawet nie będzie tego pamiętał. Przejdzie mu, zobaczysz.- pocieszała mnie Ginny.
-Nie chcę! Z tego co zrozumiałam nie jesteśmy już z Ronem przyjaciółmi. – mruknęłam. Wybiegłam z Pokoju Wspólnego. Chciało mi się płakać. Na błoniach byłos dosyć ciemno. Gwiazdy ślicznie iskrzyły się na niebie. Skierowałam się do pobliskiego drzewa. Usiadłam pod nim. Zakryłam twarz dłońmi i rozpłakałam się. Nagle usłyszałam czyjś głos.
[***]
Siedziałem w jednym z foteli w Pokoju Wspólnym Slytherinu. Nie wiedziałem która konkretnie jest godzina. Było tu całkiem tłoczno, ale na szczęście w pobliżu nie było żadnej Parkinson. Blaise coś długo nie wracał. Całował się z tą całą Granger, czy może coś więcej.. nie obchodzi mnie to, niech robi z nią co chce. Nagle usłyszałem jak ściana wejściowa się porusza. Zobaczyłem uśmiechniętego Blaise’a.
-Jak było na randce? – spytałem z drwiącym uśmieszkiem.
-To nie była randka. Byliśmy tylko w bibliotece. – odpowiedział spokojnie.
-Tak, tak.. Co Wy tam właściwie robiliście?- spytałem nie wiedząć po co.
-Głównie czytaliśmy jakieś książki, jak to bywa w bibliotece. No i gadaliśmy. -odpowiedział, nadal na jego twarzy widniał uśmiech.
– A Ty co? Nie na swojej nocnej przechadzce? -spytał.
-Na jakiej prze..- dopiero po chwili zorientowałem się o co mu chodzi. – Czekałem na Ciebie, żeby być pewnym, że Granger Cię niczym nie zaraziła.
-Och, Dracusiu, martwisz się o mnie. – powiedział naśladując głos Pansy. Oboje parsknęliśmy śmiechem.
-Okej, to ja idę. – powiedziałem. Wyszedłem na błonia. Kierowałem się w kierunku drzewa pod którym zazwyczaj siedziałem. Zauważyłem pod nim postać. Była to najprawdopodobniej dziewczyna.. tak, zdecydowanie była to dziewczyna.. zaraz, to była Granger! Czy ona płacze? Podszedłem bliżej.
-Ej, Granger. Co ty tu robisz o tej porze? – spytałem obojętnym tonem.
-M-Malfoy! A ty c-co tu robisz?
-Spaceruje. – spojrzała na mnie. – Źle wyglądasz, ale chyba to nie nowość.
-N-nie mam ochoty na t-twoje docinki, M-malfoy. – wykrztusiła. Ledwo dało się ją zrozumieć.
-Ehm.. czemu płaczesz?- Po co ja o to pytałem?
-P-pokłóciłam się z R-Ronem. Ale nie s-sądzę, że to powinna C-cię intersować.
-Ee, masz. Wytrzyj nos. – podałem jej chustkę, którą dostałem od matki. Nie żałowałem tej decyzji.. i tak nie lubiłem tej ścierki. Posłusznie ją wzięła, po czym przetarla twarz. Wyglądała trochę lepiej.
-Dzięki. – powiedziała już normalnym głosem. – Ale właściwie czemu mi ją dałeś?- spytała. Nie znałem konkretnej odpowiedzi na to pytanie.
-Była pod ręką, no i ty płakałaś, więc pomyślałem, hmm, czemu nie. – odpowiedziałem po czym uśmiechnąłem się. Nie był to sztuczny uśmiech. Było to szczery, ciepły uśmiech. Rzadko kiedyś kogoś nim obdarowywuje. Granger więc może czuć się wyróżniona..
-Em, a czemu jesteś dla mnie miły? – spytała, najwyraźniej nie wiedziała co powiedzieć.
-Sam się nad tym zastanawiam. – odpowiedziałem jej. – Ee, o co pokłóciłaś się z Weasley’em?-spytałem.
-Nie podoba mu się, że spędziłam dzisiejszy dzień z Blaise’em. – powiedziała cicho.
-Aha, rozumiem..- tak naprawdę nie rozumiałem, no cóż..
-Wiesz co ja chyba będę się zbierać.
-O, szkoda..
-Co? Czemu?- spytała zdziwiona.
-A nic.. Bo gdybyś została mogłabyś przeżyć noc o jakiej Ci się nie śniło. – uśmiechnąłem się szelmowsko. Nie spodziewałem się, że potrafię to zrobić do osoby pokroju Granger.
-Ha, ha, ha, nie, dzięki. Cześć! – powiedziała po czym się oddaliła do zamku. Stałem tam jeszcze jakieś pięć minut po czym również skierowałem się w stronę szkoły.
-Cześć. -powiedziałam uśmiechając się.
-O, hej.- odpowiedziała mi Ginny.
-Gdzie byłaś?- spytał Ron. -W bibliotece.
-No tak, zadaje głupie pytania. – zaśmiał się. – Nie nudzi Ci się tam tak samej?- spytał.
-Nie, nie nudzi. Poza tym nie byłam sama.
-Tak? A z kim byłaś?- spytał Ron, zaciekawiony i zdziwiony zarazem.
-Z Blaise’em..- wyszeptałam.
-Co?! Z Zabinim? – krzyknął wstając z kanapy.
-On ma imię, Ron. – powiedziałam spokojnie. – Jest miły całkiem fajny.
-Nie obchodzi mnie to! Nie mogę uwierzyć, że wałęsasz się po zamku z naszym wrogiem!
-Wrogiem? On nie jest naszym wrogiem.. przynajmniej moim! Poza tym nie wałęsam się po zamku. Siedzieliśmy tylko w bibliotece! – nerwy mi puściły.
-Jest przyjacielem Malfoya, to chyba oczywiste, że jest naszym wrogiem! Skoro wolisz go od Nas to radzę Ci żebyś się do mnie nie odzywała. -zabrzmiało to tak jakbym miała wybierać pomiędzy nim a Blaise’em.
-Wcale nie! To, że Malfoy jest naszym wrogiem, nie oznacza, że Blaise też! Jak już wspomniałam jest miły, fajny i I-N-T-E-L-I-G-E-N-T-N-Y, czego Ci najwyraźniej brakuje!- po chwili pożałowałam tych słów.
-Ach, tak. A Wy co o tym sądzicie? – zwrócił się do Harry’ego i Ginny.
-Wiesz.. my też nie lubimy Blaise’a, ale to nie powód żeby wyżywać się na Hermionie. – powiedział Harry.
-Dziękuję. – byłam zadowolona, że Harry rozumie, natomiast Ron najwidoczniej nie..
-Jasne.. – wymamrotał, po czym skierował się w stronę dormitoria chłopców. Nie zapomniał przy tym trzasnąć drzwiami.
-Pięknie.- szpenęłam.
-Nie przejmuj się. Pewnie jutro nawet nie będzie tego pamiętał. Przejdzie mu, zobaczysz.- pocieszała mnie Ginny.
-Nie chcę! Z tego co zrozumiałam nie jesteśmy już z Ronem przyjaciółmi. – mruknęłam. Wybiegłam z Pokoju Wspólnego. Chciało mi się płakać. Na błoniach byłos dosyć ciemno. Gwiazdy ślicznie iskrzyły się na niebie. Skierowałam się do pobliskiego drzewa. Usiadłam pod nim. Zakryłam twarz dłońmi i rozpłakałam się. Nagle usłyszałam czyjś głos.
[***]
Siedziałem w jednym z foteli w Pokoju Wspólnym Slytherinu. Nie wiedziałem która konkretnie jest godzina. Było tu całkiem tłoczno, ale na szczęście w pobliżu nie było żadnej Parkinson. Blaise coś długo nie wracał. Całował się z tą całą Granger, czy może coś więcej.. nie obchodzi mnie to, niech robi z nią co chce. Nagle usłyszałem jak ściana wejściowa się porusza. Zobaczyłem uśmiechniętego Blaise’a.
-Jak było na randce? – spytałem z drwiącym uśmieszkiem.
-To nie była randka. Byliśmy tylko w bibliotece. – odpowiedział spokojnie.
-Tak, tak.. Co Wy tam właściwie robiliście?- spytałem nie wiedząć po co.
-Głównie czytaliśmy jakieś książki, jak to bywa w bibliotece. No i gadaliśmy. -odpowiedział, nadal na jego twarzy widniał uśmiech.
– A Ty co? Nie na swojej nocnej przechadzce? -spytał.
-Na jakiej prze..- dopiero po chwili zorientowałem się o co mu chodzi. – Czekałem na Ciebie, żeby być pewnym, że Granger Cię niczym nie zaraziła.
-Och, Dracusiu, martwisz się o mnie. – powiedział naśladując głos Pansy. Oboje parsknęliśmy śmiechem.
-Okej, to ja idę. – powiedziałem. Wyszedłem na błonia. Kierowałem się w kierunku drzewa pod którym zazwyczaj siedziałem. Zauważyłem pod nim postać. Była to najprawdopodobniej dziewczyna.. tak, zdecydowanie była to dziewczyna.. zaraz, to była Granger! Czy ona płacze? Podszedłem bliżej.
-Ej, Granger. Co ty tu robisz o tej porze? – spytałem obojętnym tonem.
-M-Malfoy! A ty c-co tu robisz?
-Spaceruje. – spojrzała na mnie. – Źle wyglądasz, ale chyba to nie nowość.
-N-nie mam ochoty na t-twoje docinki, M-malfoy. – wykrztusiła. Ledwo dało się ją zrozumieć.
-Ehm.. czemu płaczesz?- Po co ja o to pytałem?
-P-pokłóciłam się z R-Ronem. Ale nie s-sądzę, że to powinna C-cię intersować.
-Ee, masz. Wytrzyj nos. – podałem jej chustkę, którą dostałem od matki. Nie żałowałem tej decyzji.. i tak nie lubiłem tej ścierki. Posłusznie ją wzięła, po czym przetarla twarz. Wyglądała trochę lepiej.
-Dzięki. – powiedziała już normalnym głosem. – Ale właściwie czemu mi ją dałeś?- spytała. Nie znałem konkretnej odpowiedzi na to pytanie.
-Była pod ręką, no i ty płakałaś, więc pomyślałem, hmm, czemu nie. – odpowiedziałem po czym uśmiechnąłem się. Nie był to sztuczny uśmiech. Było to szczery, ciepły uśmiech. Rzadko kiedyś kogoś nim obdarowywuje. Granger więc może czuć się wyróżniona..
-Em, a czemu jesteś dla mnie miły? – spytała, najwyraźniej nie wiedziała co powiedzieć.
-Sam się nad tym zastanawiam. – odpowiedziałem jej. – Ee, o co pokłóciłaś się z Weasley’em?-spytałem.
-Nie podoba mu się, że spędziłam dzisiejszy dzień z Blaise’em. – powiedziała cicho.
-Aha, rozumiem..- tak naprawdę nie rozumiałem, no cóż..
-Wiesz co ja chyba będę się zbierać.
-O, szkoda..
-Co? Czemu?- spytała zdziwiona.
-A nic.. Bo gdybyś została mogłabyś przeżyć noc o jakiej Ci się nie śniło. – uśmiechnąłem się szelmowsko. Nie spodziewałem się, że potrafię to zrobić do osoby pokroju Granger.
-Ha, ha, ha, nie, dzięki. Cześć! – powiedziała po czym się oddaliła do zamku. Stałem tam jeszcze jakieś pięć minut po czym również skierowałem się w stronę szkoły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz