Łączna liczba wyświetleń

20 października 2012

Rozdział ósmy

Podałam hasło, weszłam do Pokoju Wspólnego przejściem pod obrazem Grubej Damy. Zobaczyłam na kanapie trzy siedzące postacie, wiedziałam, że to moi przyjaciele. Poza nimi nikogo nie było. Podeszłam bliżej. 
-Cześć. -powiedziałam uśmiechając się. 
-O, hej.- odpowiedziała mi Ginny.
 -Gdzie byłaś?- spytał Ron. -W bibliotece. 
-No tak, zadaje głupie pytania. – zaśmiał się. – Nie nudzi Ci się tam tak samej?- spytał.
 -Nie, nie nudzi. Poza tym nie byłam sama. 
-Tak? A z kim byłaś?- spytał Ron, zaciekawiony i zdziwiony zarazem. 
-Z Blaise’em..- wyszeptałam.
 -Co?! Z Zabinim? – krzyknął wstając z kanapy.
-On ma imię, Ron. – powiedziałam spokojnie. – Jest miły całkiem fajny. 
-Nie obchodzi mnie to! Nie mogę uwierzyć, że wałęsasz się po zamku z naszym wrogiem! 
-Wrogiem? On nie jest naszym wrogiem.. przynajmniej moim! Poza tym nie wałęsam się po zamku. Siedzieliśmy tylko w bibliotece! – nerwy mi puściły.
 -Jest przyjacielem Malfoya, to chyba oczywiste, że jest naszym wrogiem! Skoro wolisz go od Nas  to radzę Ci żebyś się do mnie nie odzywała. -zabrzmiało to tak jakbym miała wybierać pomiędzy nim a Blaise’em.
-Wcale nie! To, że Malfoy jest naszym wrogiem, nie oznacza, że Blaise też! Jak już wspomniałam jest miły, fajny i I-N-T-E-L-I-G-E-N-T-N-Y, czego Ci najwyraźniej brakuje!- po chwili pożałowałam tych słów. 
-Ach, tak. A Wy co o tym sądzicie? – zwrócił się do Harry’ego i Ginny. 
-Wiesz.. my też nie lubimy Blaise’a, ale to nie powód żeby wyżywać się na Hermionie. – powiedział Harry.
 -Dziękuję. – byłam zadowolona, że Harry rozumie, natomiast Ron najwidoczniej nie.. 
-Jasne.. – wymamrotał, po czym skierował się w stronę dormitoria chłopców. Nie zapomniał przy tym trzasnąć drzwiami.
 -Pięknie.- szpenęłam.
 -Nie przejmuj się. Pewnie jutro nawet nie będzie tego pamiętał. Przejdzie mu, zobaczysz.- pocieszała mnie Ginny. 
-Nie chcę! Z tego co zrozumiałam nie jesteśmy już z Ronem przyjaciółmi. – mruknęłam. Wybiegłam z Pokoju Wspólnego. Chciało mi się płakać. Na błoniach byłos dosyć ciemno. Gwiazdy ślicznie iskrzyły się na niebie. Skierowałam się do pobliskiego drzewa. Usiadłam pod nim. Zakryłam twarz dłońmi i rozpłakałam się. Nagle usłyszałam czyjś głos. 
[***]
 Siedziałem w jednym z foteli w Pokoju Wspólnym Slytherinu. Nie wiedziałem która konkretnie jest godzina. Było tu całkiem tłoczno, ale na szczęście w pobliżu nie było żadnej Parkinson. Blaise coś długo nie wracał. Całował się z tą całą Granger, czy może coś więcej.. nie obchodzi mnie to, niech robi z nią co chce. Nagle usłyszałem jak ściana wejściowa się porusza. Zobaczyłem uśmiechniętego Blaise’a. 
-Jak było na randce? – spytałem z drwiącym uśmieszkiem. 
-To nie była randka. Byliśmy tylko w bibliotece. – odpowiedział spokojnie. 
-Tak, tak.. Co Wy tam właściwie robiliście?- spytałem nie wiedząć po co. 
-Głównie czytaliśmy jakieś książki, jak to bywa w bibliotece. No i gadaliśmy. -odpowiedział, nadal na jego twarzy widniał uśmiech. 
– A Ty co? Nie na swojej nocnej przechadzce? -spytał. 
-Na jakiej prze..- dopiero po chwili zorientowałem się o co mu chodzi. – Czekałem na Ciebie, żeby być pewnym, że Granger Cię niczym nie zaraziła. 
-Och, Dracusiu, martwisz się o mnie. – powiedział naśladując głos Pansy. Oboje parsknęliśmy śmiechem.
 -Okej, to ja idę. – powiedziałem. Wyszedłem na błonia. Kierowałem się w kierunku drzewa pod którym zazwyczaj siedziałem. Zauważyłem pod nim postać. Była to najprawdopodobniej dziewczyna.. tak, zdecydowanie była to dziewczyna.. zaraz, to była Granger! Czy ona płacze? Podszedłem bliżej.
 -Ej, Granger. Co ty tu robisz o tej porze? – spytałem obojętnym tonem.
 -M-Malfoy! A ty c-co tu robisz? 
-Spaceruje. – spojrzała na mnie. – Źle wyglądasz, ale chyba to nie nowość. 
-N-nie mam ochoty na t-twoje docinki, M-malfoy. – wykrztusiła. Ledwo dało się ją zrozumieć.
 -Ehm.. czemu płaczesz?- Po co ja o to pytałem? 
-P-pokłóciłam się z R-Ronem. Ale nie s-sądzę, że to powinna C-cię intersować. 
-Ee, masz. Wytrzyj nos. – podałem jej chustkę, którą dostałem od matki. Nie żałowałem tej decyzji.. i tak nie lubiłem tej ścierki. Posłusznie ją wzięła, po czym przetarla twarz. Wyglądała trochę lepiej.
 -Dzięki. – powiedziała już normalnym głosem. – Ale właściwie czemu mi ją dałeś?- spytała. Nie znałem konkretnej odpowiedzi na to pytanie. 
-Była pod ręką, no i ty płakałaś, więc pomyślałem, hmm, czemu nie. – odpowiedziałem po czym uśmiechnąłem się. Nie był to sztuczny uśmiech. Było to szczery, ciepły uśmiech. Rzadko kiedyś kogoś nim obdarowywuje. Granger więc może czuć się wyróżniona..
 -Em, a czemu jesteś dla mnie miły? – spytała, najwyraźniej nie wiedziała co powiedzieć.
 -Sam się nad tym zastanawiam. – odpowiedziałem jej. – Ee, o co pokłóciłaś się z Weasley’em?-spytałem.
 -Nie podoba mu się, że spędziłam dzisiejszy dzień z Blaise’em. – powiedziała cicho. 
-Aha, rozumiem..- tak naprawdę nie rozumiałem, no cóż..
 -Wiesz co ja chyba będę się zbierać. 
-O, szkoda.. 
-Co? Czemu?- spytała zdziwiona. 
-A nic.. Bo gdybyś została mogłabyś przeżyć noc o jakiej Ci się nie śniło. – uśmiechnąłem się szelmowsko. Nie spodziewałem się, że potrafię to zrobić do osoby pokroju Granger. 
-Ha, ha, ha, nie, dzięki. Cześć! – powiedziała po czym się oddaliła do zamku. Stałem tam jeszcze jakieś pięć minut po czym również skierowałem się w stronę szkoły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz